Niezbyt często pokazuję makijaże, szczerze - prawie wcale, chyba że przy okazji recenzji tuszu, by pokazać efekt, ale i to rzadko. Powody są banalne, krytyka - na którą nie jestem gotowa, a z moim charakterem, zapewne nigdy nie będę potrafiła jej przełknąć. Kolejnym powodem jest totalne antytalencie co do robienia sobie fotek.
Makijaż zazwyczaj robię bladym świtem, około godziny 7, zaraz potem okazuje się że nie ma już czasu, na choćby jedną fotkę.
Ten makijaż wrzucam z drżeniem serca.
Podjęłam wyzwanie i postanowiłam wykonać wersję makijażu z magazynu, taką ugładzoną, dostosowaną do mnie, ale jednocześnie będącą odwzorowaniem pierwowzoru.
Może nie wszystko jest idealne, czas gonił, a brat popędzał.
Lubię fiolet ze złotem, lubię granat, ale nigdy razem, nigdy w takim natężeniu. Do tego jeszcze błękit, niebieskości, dużo wszystkiego, jednak sama zabawa przy makijażu była frajdą.
Licząc cienie użyte do wykonania tego makijażu, wykorzystałam 8 bądź 9 różnych.
Pomocne okazały się poczwórne cienie Gosh, które dotarły pocztą dzień wcześniej, wylicytowane zupełnym przypadkiem, myślałam że kolory te będą się marnować.
Na wszelkie niedociągnięcia prosiłabym przymknąć oko, na niewyjściowość połączeń kolorów również :)