środa, 2 marca 2016

Zakupy z lutego 2016r

Luty za nami, niestety w tym miesiącu kończyło mi się nieco produktów, nie oparłam się również kilku większym promocjom. Zakupy przedstawiają się następująco.



Całość kupiona w Hebe: Dove 750ml żel - 12,99zł, odżywka do włosów 16,99zł, Gliss Kur w sprayu (ostatnia szansa) - 7,49zł, podobnie jak Biosilk w sprayu 7,49zł




Znów zakupy z Hebe - Kneipp Płyn Na Dobranoc - wzięłam ile było, każdy po 9,99zł.
Pęsety Misslyn to zakup na zapas.  Za obie zapłaciłam 28zł z hakiem.




Super-Pharm skusił promocją na antyperspirant w kulce SVR Spirial. Sztuka kosztowała 23,99zł.
Zrobiłam zapas, bo wyczekiwałam już jakiejś promocji na ten kosmetyk.




Przy okazji spożywczych zakupów w Biedronce w ręce wpadły mi przecenione sole. Każda po 2,84zł, wzięłam po sztuce każdego z wariantów.




Ponownie Hebe i promocje. Odżywka do włosów za 19,99zł, czytałam dobre opinie, ciekawe jak u mnie się sprawdzi. Kolejne płyny Kneipp Na Dobranoc, szkoda że tak mało ich przychodzi w dostawie (jeden powędrował już do koleżanki). Żele do brwi Essence w promocji 1 + 1 za grosz = 11zł.



Rzutem na taśmę, bo przyszły w dostawie, dwa kamuflaże Catrice za 15zł. Promocja 1+1 za grosz robi robotę.


Tyle wszystkiego. Znów najwięcej kąpieli i pielęgnacji, większość to sprawdzone produkty.
Mam wrażenie że kupiłam trochę za dużo, ale pielęgnacyjne produkty schodzą ekspresowo.

Jak luty obszedł się z Waszym portfelem?

wtorek, 1 marca 2016

Projekt denko - luty 2016r

Luty, choć minimalnie krótszy, ciągnął się nieubłaganie. Jednak to dopiero ostatnie trzy dni, wzbogaciły nieco to denko. Inaczej byłoby tego znacznie mniej.
Tym razem jest wszystkiego po trochu, trochę twarzy, włosów, makijażu, z przewagą ciała, a dokładnie kąpieli.



- Image SkinCare. Vital C. Hydrating eye recovery gel. Bardzo polubiłam się z tym żelem pod oczy, który mimo lekkiej konsystencji dawał mi wystarczające nawilżenie skóry pod oczami, do tego szybko się wchłaniał i dobrze współpracował z makijażem.
Bioelixire. Szampon Argan Oil. Szampon dobry, przyjemnie mi się go używało, choć zdecydowanie na dłużej zostaje ze mną z pewnością serum z tej serii.
- Tetesept Waldzauber. Płyn do kąpieli robiący przeogromną pianę w wannie. Przyjemność tych chwil jest niesamowita.
- Kneipp. Zmysłowe uwodzenie. Kremowy płyn pod prysznic. Gęsty kremowy żel, który okazał się zaskakująco wydajny. Jedynie kompozycja zapachowa nie w moim guście.
- Venus. Płyn do higieny intymnej. Dobry, choć nie jest moim ulubionym.
L'Biotica Biovax. Bambus & Olej Avocado. BB. Odżywka pielęgnacyjna - Pogrubienie i zagęszczenie włosów. Niestety dla mnie zbyt delikatna, musiałam częściej niż dotychczas posiłkować się maską i większą ilością olejku.
- BeBeauty żel pod prysznic. Nic wyjątkowego
- Bioderma Sebium. Żel do mycia twarzy, ma niestety tendencję do wysuszania, a tego nie lubię.
- Bioderma Sensibio płyn micelarny 500ml butla starczyła na dość długo, jej miejsce zastąpił ten sam płyn w pojemności 250ml. Bez niego demakijaż nigdy nie byłby tak przyjemny.
- Kryształki do kąpieli Kneipp z lawendą. Mimo iż za lawendą nie przepadam, to kryształki dały mi frajdę relaksującej kąpieli.
- Dermomask. Niestety nie zawojowała mojego serca.
- Ziaja. Maseczka  regenerująca, z brązową glinką. Średniak
- Uriage. Woda termalna. Mój ulubieniec, który odświeża, pobudza i tonizuje, kiedy nie chce mi się przecierać twarzy wacikiem.
- Płyn do płukania jamy ustnej z Oral-B 3D White Luxe, tym razem wariant z ostrzejszym smakiem.
- Dirty Works, żel o nucie przypominającej Miss Dior Cherie, z otwartymi ramionami przygarnęłabym więcej.
- Tetesept, Seelenruhig, na kąpiel w miętowych czekoladkach zawsze mam ochotę.
- L'Oreal So Couture, tusz z wygodną, niewielką szczoteczką. Robi to co powinien, choć jedna warstwa nie wystarczy.
- tusz Clinique, dziwna szczotka, niewykonalne jest idealne pokrycie rzęs tuszem
- gąbka celulozowa, maski glinkowe ją wykończyły
- płatki Tami, próbki kosmetyków, próbki i odlewki zapachów.

Znacie te kosmetyki? Jak Wam poszło w minionym miesiącu?

poniedziałek, 29 lutego 2016

Palmer's. Cocoa Butter Formula. Ujędrniający balsam z koenzymem Q10.

Balsamy do ciała - lubicie? Czy jest to dla Was męcząca konieczność?
Przez lata moje podejście do pielęgnacji ciała zmieniło się dość mocno. Lata temu nikt by mnie nie zmusił do nałożenia balsamu, robiłam to od wielkiego dzwonu i w większej desperacji, kiedy moje nogi były białe z wysuszenia.
Z czasem ściągnięcie skóry było tak duże, że odczuwałam ciągły dyskomfort zbyt ciasnej skóry. Jakby moja zewnętrzna powłoka była o jakieś 4 rozmiary na mnie za mała.
Nawet to mnie nie przekonywało, długo się opierałam, byt długo. Z czasem doszłam jednak do ugody z samą sobą i łączyłam przyjemne z koniecznym, czyli sięgałam po balsamy o ładnych zapachach.
Zapachy zawsze działały na mnie nęcąco, co jak co, ale przyjemną kompozycją zawsze można mnie było skusić.


Dzięki temu wyrobiłam w sobie nawyk systematycznego balsamowania ciała. Muszę przyznać że tak weszło mi to w krew, że nie wyobrażam sobie pominąć tego kroku w codziennej pielęgnacji.
Wyjście z wanny zawsze wiąże się z późniejszym wmasowaniem w skórę balsamu.

Ujędrniający balsam Palmer's z koenzymem Q10 to kosmetyk na bazie masła kakaowego, więc jego nuta zapachowa tutaj dominuje, dodatkowo został wzbogacony o witaminę E, kolagen, elastynę, żeń szeń, o działaniu nawilżającym i natłuszczającym.


Jest to balsam któremu nie mam nic do zarzucenia. Świetnie nawilża, natłuszcza, nie zostawiając przy tym tłustej, czy lepkiej warstwy. Ekspresowo się wchłania, zapewniając maksimum komfortu używania. Wygodne opakowanie z pompką jest tutaj dodatkowym atutem. Konsystencja nie sprawia najmniejszych kłopotów podczas aplikacji, rozsmarowuje się bez najmniejszego oporu, zostawiając przyjemny zapach masła kakaowego. Dla mnie nie jest on zbyt nachalny, jednak dla mojej mamy jest z kolei trochę zbyt dominujący. Ja jednak ubolewam że tak szybko znika, mógłby zostawać ze mną na dłużej.

Skóra po użyciu tego balsamu jest gładka, miła w dotyku i bardziej jędrna. Stosując go raz dziennie, wieczorem, zyskuję komfort nawilżenia i obce jest mi uczucie ściągnięcia.

Muszę przyznać że używanie go daje mi dużo satysfakcji, widzę bowiem poprawę kondycji skóry, a przy tym otulam się przyjemnym zapachem, który wieczorem działa na mnie kojąco.

Regularna cena balsamu to około 29zł, jednak w promocji można go już dostać za 19,99zł. Biorąc pod uwagę pojemność 315ml, jest to dobry stosunek pojemności do ceny, mając przy tym na uwadze jakość kosmetyku.

Jeśli potrzebujecie czegoś silnie nawilżającego, warto się nim zainteresować.

Jaki balsam stoi teraz w Waszej łazience?

niedziela, 28 lutego 2016

Prada. Infusion D' Iris. EDP - ostra świeżość

Świeże zapachy kojarzone są często z tymi ulotnymi, których trwałość nie jest mocną stroną. Dziś przedstawiany zapach jest zaprzeczeniem tej teorii. Prada Infusion D'Iris to zapach z kategorii świeżych, bo pobudzających, czystych nut mu nie brakuje, a mimo to zaskakuje niebywałą wręcz trwałością.
Dzięki czemu zyskujemy moc świeżości w trakcie dusznego i gorącego lata, oraz zapach który będzie swym krystalicznym chłodem pobudzał do działania.


Nuty za fragrantica.com:
- nuty głowy: kwiat pomarańczy, pomarańcza, mandarynka, neroli
- nuty serca: irys, drzewo mastyksowe, galbanum
- nuty bazy: vetiver, cedr, kadzidło, benzoin


Prada Infusion D'Iris to drapieżna, charakterna świeżość, to czystość z niesamowitym pazurem. Jest kanciasta i ostra, nie można jej też odmówić mocy i intensywności. Prada to zielona brzytwa, chłodna, roślinna, zmrożona czystą górską wodą.


Prada Infusion D'Iris daje chwilę wytchnienia, pozwala złapać powietrze i cieszyć się jego apetyczną świeżością. Zieleń i srebro to kolory które idealnie oddają barwę tego zapachu.
Z ogromną przyjemnością nosiłam ten zapach w minione lato, z tego też powodu jego zużycie jest tak wielkie. Świetnie sprawdzał się podczas miejskich wycieczek, czy też odkrywania zakamarków skalnych miast.
Jest to jeden z nielicznych zapachów,  które z przyjemnością można nosić podczas upałów, kiedy większość kompozycji obkleja i drażni. Prada pachnie też wyjątkowo na męskiej skórze, z nią równie pięknie współpracuje, pokazując nowy wymiar drapieżności.

Przez swoją wyjątkowość i wielowymiarową radość, była jednym z moich ulubionych zapachów 2015 roku.

Lubicie takie charakterne zapachy, dzięki którym świeżość nie musi być nudna?