Uwielbiam widok zadbanych paznokci i dłoni. Niezbyt długie, wyglądające naturalnie paznokcie, są moim marzeniem. Obecnie jednak niespełnionym i niezbyt realnym do osiągnięcia.
Owszem kiedyś, z wielkim trudem udawało mi się zapuścić odrobinę paznokcie, a chociaż podreperować ich stan, który z wielu powodów nigdy nie był moją chlubą. Teraz nie jest to możliwe, bo oprócz aspektów zdrowotnych, doszły ciągłe urazy mechaniczne.
Rozdwojona płytka to mało, ona jest po prostu zrywana, łamana i kruszona.
Niemniej jednak raz na jakiś czas, gdy mam wolne, albo gdy zbliża się jakaś okazja, decyduję się na kolor na paznokciach.
Oczywiście z bazą uprzednio nałożoną na płytkę, by choć trochę przedłużyć trwałość lakieru na paznokciu i zniwelować też jej nierówności.
Ostatnio testowałam dwa lakiery Astor, z serii Quick'N Go! oraz Perfect Stay.
Pod kątem kolorystycznym bardziej odpowiada mi ten pierwszy - 377. Niby pastelowy, ale nasycony kolorem, radosny, letni, dziewczęcy.
Perfect Stay - 504 You Are Grey-T byłby zdaje się odpowiedni dla mnie raczej w sezonie jesiennym. Nie przepadam za ciemnymi paznokciami, mam wrażenie że podkreślają wszelkie niedoskonałości, których mnie nie brak.
Oba jednak bardzo dobrze rozprowadzają się na płytce, równomiernie pokrywają ją warstwą koloru. Zarówno jeden jak i drugi potrzebuje mimo to drugiej warstwy.
Odnoszę też wrażenie że szerszy i lepiej wyprofilowany jest pędzelek lakieru Quick'N Go!, niemniej jednak żaden z nich nie sprawia problemów.
Trwałość w moim przypadku jest oceną bardzo subiektywną. Stan moich paznokci ma na to ogromny wpływ, więc nie mogę wypowiedzieć się pod tym kątem. Owszem nakładam preparaty nawierzchniowe które przedłużają trwałość lakieru, ale uszkodzenia paznokcia niszczą cały efekt.
Jakie kolory paznokci lubcie latem, czy Wasze upodobania zmieniają się jesienią?
niedziela, 31 sierpnia 2014
sobota, 30 sierpnia 2014
Yasumi. Coenzyme Q10. Moje uzależnienie :)
Uwielbiam ampułki, kocham, pożądam, choruję na ampułki, jednak dolegliwość ta nie niesie za sobą żadnych, ale to żadnych niepożądanych skutków, to moje małe uzależnienie, z którym walczyć nie zamierzam.
Od kiedy pierwszy raz zobaczyłam je na stoisku Yasumi, a było to podczas targów kosmetycznych, wiedziałam że muszą być moje. Pierwsza, nawilżająca podbiła moje serce i ma w nim swoje stałe miejsce. Teraz obok niej rozgościła się nowa, z koenzymem Q10. Dziękuje po stokroć Paniom ze stoiska na Targach, że zaciekawiły mnie swoim asortymentem i namówiły do zakupu pierwszej ampułki.
Co w nich takiego szczególnego? A to, że działają, że widzę efekty i poprawę w wyglądzie skóry.
Wariant z Koenzymem Q10 odpowiada mi po kątem konsystencji, trochę niczym olejek, ale nadal wodnisty, dzięki czemu dobrze się rozprowadza i szybko wchłania.
Delikatny zapach również uprzyjemnia stosowanie.
Najważniejsze jest jednak działanie.
Zdecydowana poprawa nawilżenia skóry, jest widoczna już po drugim zastosowaniu. Rano po przebudzeniu dotykam miękkiej, gładkiej twarzy. Problem suchych skórek odchodzi w zapomnienie.
Do tego jędrność i poprawa elastyczności zachęcają do systematycznego używania.
To, co niezmiennie mnie również zaskakuje, to wpływ na niwelowanie zmęczonego, szarego kolorytu cery.
Da się? Da! Zrobić kosmetyk, który działa.
Uwielbiam i będę regularnie wracać do ich stosowania.
Przy okazji najbliższych Targów Kosmetycznych na jakie uda mi się pojechać (może Warszawa, może Kraków, a najlepiej i tu i tu) zrobię niemały zapas. Tak, by móc dozować sobie kuracje z ich udziałem, chociaż co kilka tygodni.
Wybór jest tak ogromny, że z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie.
Ampułki - koktajle w ofercie Yasumi
Od kiedy pierwszy raz zobaczyłam je na stoisku Yasumi, a było to podczas targów kosmetycznych, wiedziałam że muszą być moje. Pierwsza, nawilżająca podbiła moje serce i ma w nim swoje stałe miejsce. Teraz obok niej rozgościła się nowa, z koenzymem Q10. Dziękuje po stokroć Paniom ze stoiska na Targach, że zaciekawiły mnie swoim asortymentem i namówiły do zakupu pierwszej ampułki.
Co w nich takiego szczególnego? A to, że działają, że widzę efekty i poprawę w wyglądzie skóry.
Wariant z Koenzymem Q10 odpowiada mi po kątem konsystencji, trochę niczym olejek, ale nadal wodnisty, dzięki czemu dobrze się rozprowadza i szybko wchłania.
Delikatny zapach również uprzyjemnia stosowanie.
Najważniejsze jest jednak działanie.
Zdecydowana poprawa nawilżenia skóry, jest widoczna już po drugim zastosowaniu. Rano po przebudzeniu dotykam miękkiej, gładkiej twarzy. Problem suchych skórek odchodzi w zapomnienie.
Do tego jędrność i poprawa elastyczności zachęcają do systematycznego używania.
To, co niezmiennie mnie również zaskakuje, to wpływ na niwelowanie zmęczonego, szarego kolorytu cery.
Da się? Da! Zrobić kosmetyk, który działa.
Uwielbiam i będę regularnie wracać do ich stosowania.
Przy okazji najbliższych Targów Kosmetycznych na jakie uda mi się pojechać (może Warszawa, może Kraków, a najlepiej i tu i tu) zrobię niemały zapas. Tak, by móc dozować sobie kuracje z ich udziałem, chociaż co kilka tygodni.
Wybór jest tak ogromny, że z pewnością każdy znajdzie coś dla siebie.
Ampułki - koktajle w ofercie Yasumi
piątek, 29 sierpnia 2014
Dr Irena Eris. Provoke. Matt Fluid. 210 Ivory
Podkład to kosmetyk dla mnie niezbędny. Szczególnie jako posiadaczka cery kłopotliwej, z niedoskonałościami, przebarwieniami, nierównym kolorytem i szarą, ziemistą cerą nie wyobrażam sobie nie mieć kilku na stanie. W zależności od okazji, pory roku, czy moich na daną chwilę oczekiwań.
Produkt dr Ireny Eris kusił już od pierwszego dnia pojawienia się w drogerii. Z niecierpliwością wyczekiwałam dosłania testerów. I wreszcie dotarły...
Nie odmówiłam sobie pierwszych, dokładnych testów na twarzy i przepadłam.
Nawet nieprzypudrowany wygląda nieskazitelnie na mieszanej cerze, długo utrzymuje naturalne, satynowe wykończenie. Wiedziałam że go kupię, to była tylko kwestia czasu.
Okazja pojawiła się niespodziewanie. Hebe objęło go jedną z promocji, a za cenę 59zł nie sposób było go sobie odmówić.
Samo opakowanie, srebrne, eleganckie wróży zadowolenie, taki powiew ekskluzywności.
Butelka zwieńczona pompką jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Dzięki temu podkład jest szczelnie zamknięty, bez dostępu kurzu, mogę dozować go wedle potrzeb, nie marnując przy tym ani odrobinki.
Konsystencja jest z pewnością gęstsza niż np. Bourjois Healthy Mix, ale nadal bardzo przyjemna, nie sprawia również problemów podczas aplikacji. Nie tworzy smug, rozprowadza się bardzo równomiernie, nie zastyga również w sekundzie, jak ma w zwyczaju kryjący Colorstay, można z nim popracować i dopieścić efekt.
Krycie jakie daje jest zaskakujące, mnie ono w zupełności wystarcza, dość duże, ale bez uczucia ciężkości na twarzy i bez efektu maski.
Jak na podkład matujący przystało, na długi czas trzyma w ryzach błyszczenie. Pierwsze testy jakie robiłam, to te bez przypudrowania twarzy i nawet wtedy długo wyglądał świeżo, jak dopiero co nałożony.
Wykończenie nazwałabym satynowym, nie ma mowy o płaskim, nienaturalnym macie, co mnie bardzo satysfakcjonuje.
Pozostawia twarz gładką i miłą w dotyku, niczym po zastosowaniu silikonowej bazy.
Jest to podkład który lubię nakładać, samo rozprowadzanie sprawia mi dużo frajdy, tym bardziej że wiem, iż efekt mnie zadowoli.
Kolor na jaki się zdecydowałam, to najjaśniejszy w gamie. 210 Ivory. Jest z pewnością o pół tonu ciemniejszy niż 51 Healthy Mix Bourjois, ale świetnie zgrywa się z moją twarzą.
Jeśli szukacie matującego podkładu o sporym kryciu, który daje bardzo naturalne, satynowe wykończenie to coś dla Was.
Ja z całego serca polecam. Podkład ten awansował do miana moje ulubieńca w ostatnim czasie.
Warto też polować na promocje, wtedy 59zł z haczykiem nie jest tak dotkliwe, jak 86-89zł :)
Produkt dr Ireny Eris kusił już od pierwszego dnia pojawienia się w drogerii. Z niecierpliwością wyczekiwałam dosłania testerów. I wreszcie dotarły...
Nie odmówiłam sobie pierwszych, dokładnych testów na twarzy i przepadłam.
Nawet nieprzypudrowany wygląda nieskazitelnie na mieszanej cerze, długo utrzymuje naturalne, satynowe wykończenie. Wiedziałam że go kupię, to była tylko kwestia czasu.
Okazja pojawiła się niespodziewanie. Hebe objęło go jedną z promocji, a za cenę 59zł nie sposób było go sobie odmówić.
Samo opakowanie, srebrne, eleganckie wróży zadowolenie, taki powiew ekskluzywności.
Butelka zwieńczona pompką jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Dzięki temu podkład jest szczelnie zamknięty, bez dostępu kurzu, mogę dozować go wedle potrzeb, nie marnując przy tym ani odrobinki.
Konsystencja jest z pewnością gęstsza niż np. Bourjois Healthy Mix, ale nadal bardzo przyjemna, nie sprawia również problemów podczas aplikacji. Nie tworzy smug, rozprowadza się bardzo równomiernie, nie zastyga również w sekundzie, jak ma w zwyczaju kryjący Colorstay, można z nim popracować i dopieścić efekt.
Krycie jakie daje jest zaskakujące, mnie ono w zupełności wystarcza, dość duże, ale bez uczucia ciężkości na twarzy i bez efektu maski.
Jak na podkład matujący przystało, na długi czas trzyma w ryzach błyszczenie. Pierwsze testy jakie robiłam, to te bez przypudrowania twarzy i nawet wtedy długo wyglądał świeżo, jak dopiero co nałożony.
Wykończenie nazwałabym satynowym, nie ma mowy o płaskim, nienaturalnym macie, co mnie bardzo satysfakcjonuje.
Pozostawia twarz gładką i miłą w dotyku, niczym po zastosowaniu silikonowej bazy.
Jest to podkład który lubię nakładać, samo rozprowadzanie sprawia mi dużo frajdy, tym bardziej że wiem, iż efekt mnie zadowoli.
Kolor na jaki się zdecydowałam, to najjaśniejszy w gamie. 210 Ivory. Jest z pewnością o pół tonu ciemniejszy niż 51 Healthy Mix Bourjois, ale świetnie zgrywa się z moją twarzą.
Jeśli szukacie matującego podkładu o sporym kryciu, który daje bardzo naturalne, satynowe wykończenie to coś dla Was.
Ja z całego serca polecam. Podkład ten awansował do miana moje ulubieńca w ostatnim czasie.
Warto też polować na promocje, wtedy 59zł z haczykiem nie jest tak dotkliwe, jak 86-89zł :)
czwartek, 28 sierpnia 2014
L'Oreal Professionnel. Intense Repair. Szampon i maska.
Dziś dla odmiany na blogu coś z pielęgnacji i tym razem nie kąpielowi umilacze, a to, czym dopieszczam moje włosy.
A są one po przejściach, oprócz comiesięcznego farbowania, był epizod z trzykrotnym rozjaśnianiem, co w znaczny sposób osłabiło ich kondycję i ogólny wygląd. Nie obyło się również bez kroków ostatecznych i ścięcia kilku centymetrów.
Jednak minione tygodnie to wychodzenie na prostą.
Wygląd włosów uległ poprawie, a zawdzięczam to w dużej mierze tym kosmetykom.
Szampon i maska L'Oreal kusiły mnie już od dawna. Zaczytywałam się w pozytywne komentarze na KWC już lata temu. W końcu trafiły w moje ręce i okazały się bardzo skuteczne w walce o piękniejsze włosy.
Szampon posiada dosyć gęstą konsystencję, jednak nie ma problemu z rozprowadzeniem na włosach i uzyskaniem piany. Dobrze odświeża włosy, bez plątania, czy wysuszania. Już podczas spłukiwania wyczuwam że włosy są zdecydowanie gładsze i miękkie.
Maska sprawdza się po stokroć. W widoczny sposób niweluje efekt siana, a włosy wyglądają na zdrowsze, są wygładzone i błyszczące.
Nie mam problemu z jej spłukaniem, a i wydajność nie jest najgorsza, bo wystarczy tylko odrobina, przy mojej długości włosów. Używam jej zazwyczaj raz w tygodniu.
Muszę przyznać że oba produkty bardzo dobrze się u mnie sprawdzają, szczególnie teraz, gdy włosy są suche, zniszczone i nie wyglądały najlepiej.
Efekt mnie zadowala, sięgnę więc po nie ponownie.
Miałyście okazję je stosować?
A są one po przejściach, oprócz comiesięcznego farbowania, był epizod z trzykrotnym rozjaśnianiem, co w znaczny sposób osłabiło ich kondycję i ogólny wygląd. Nie obyło się również bez kroków ostatecznych i ścięcia kilku centymetrów.
Jednak minione tygodnie to wychodzenie na prostą.
Wygląd włosów uległ poprawie, a zawdzięczam to w dużej mierze tym kosmetykom.
Szampon i maska L'Oreal kusiły mnie już od dawna. Zaczytywałam się w pozytywne komentarze na KWC już lata temu. W końcu trafiły w moje ręce i okazały się bardzo skuteczne w walce o piękniejsze włosy.
Szampon posiada dosyć gęstą konsystencję, jednak nie ma problemu z rozprowadzeniem na włosach i uzyskaniem piany. Dobrze odświeża włosy, bez plątania, czy wysuszania. Już podczas spłukiwania wyczuwam że włosy są zdecydowanie gładsze i miękkie.
Maska sprawdza się po stokroć. W widoczny sposób niweluje efekt siana, a włosy wyglądają na zdrowsze, są wygładzone i błyszczące.
Nie mam problemu z jej spłukaniem, a i wydajność nie jest najgorsza, bo wystarczy tylko odrobina, przy mojej długości włosów. Używam jej zazwyczaj raz w tygodniu.
Muszę przyznać że oba produkty bardzo dobrze się u mnie sprawdzają, szczególnie teraz, gdy włosy są suche, zniszczone i nie wyglądały najlepiej.
![]() |
| szampon L'Oreal Professionnel. Intense Repair |
![]() |
| maska L'Oreal Professionnel. Intense Repair |
Efekt mnie zadowala, sięgnę więc po nie ponownie.
Miałyście okazję je stosować?
Subskrybuj:
Posty (Atom)










