O szamponie Balea, słyszał już chyba każdy. Ci co siedzą w blogosferze z pewnością nie raz o nim czytali. Niemniej jednak i ja chciałabym dorzucić swoje trzy grosze.
Kupienie tego szamponu, również za granicą, nie jest takie proste. Pamiętam że odwiedziłam kilka drogerii DM, by móc go kupić. Taki sam scenariusz dotyczył jaja Ebelin. Wakacyjne wypady, to ścieżki wydeptane od jednej lokalizacji tej drogerii, do drugiej.
Przejdę jednak do konkretów - szampon wart jest zachodu. Nic tak dobrze nie doczyszcza jak on.
Stał się dla mnie kołem ratunkowym i byłby nim z pewnością dla wielu posiadaczy włosów zniszczonych, a zarazem skłonnych do przetłuszczania.
Sięgam po kosmetyki regenerujące, te do włosów zniszczonych, nawilżające, odżywcze, a wszystko po to, by podratować kondycję i wygląd włosa. Nie da się jednak zapomnieć, że moje włosy mają tendencję do przetłuszczania, zawsze takie były, tego raczej nic nie zmieni i nie czułabym się komfortowo nie myjąc włosów rano, szczególnie jeśli gdzieś wychodzę.
Moje włosy wyraźnie pokazują kiedy mają dość intensywnej pielęgnacji i potrzebują dokładnego oczyszczenia.
Niezastąpiony jest wtedy szampon Balea.
Ogromnym plusem jest fakt, że kosmetyk bardzo dobrze się pieni, daje mi to ogromny komfort i dużo szybciej jestem w stanie umyć i doczyścić włosy. Lubię poczuć tę skrzypiącą pod palcami czystość, która nie niesie ze sobą zbytniego splątania włosów.
Polubiłam również formę opakowania w tubie, wygodna, poręczna, pozwala zużyć całość, bez zbędnych akrobacji i stawiania do góry nogami.
Szampon ten będzie dodatkowym celem wakacyjnych wyjazdów. Nie wyobrażam sobie już, nie mieć go pod ręką.
Może znalazłyście jednak jakiś dobry zamiennik, dostępny na naszym rynku?
wtorek, 4 sierpnia 2015
poniedziałek, 3 sierpnia 2015
Bielenda. Masełko do ust. Zmysłowa Wiśnia.
Dziś kilka słów o uroczym masełku do ust marki Bielenda, wariant Zmysłowa wiśnia kusi wizją ponętnych, błyszczących i nawilżonych ust.
Trzeba przyznać że opakowanie przyciąga wzrok, jednak dla zagorzałych fanów Carmexu przestawienie się na coś innego, wcale nie jest takie proste.
Niemniej jednak, ciekawość wzięła górę i obok słoika mojego ulubieńca, pojawiło się to masełko.
Tak jak sugeruje producent, masło nadaje kolor, w przypadku tego wariantu, jest to półtransparentna czerwień, w zależności od ilości, natężenie wzrasta, jednak możliwość utrzymania go na ustach proporcjonalnie maleje. Zbyt duża ilość masła spływa poza kontur ust, rozlewa się i to nie tylko przy wysokich temperaturach. Tutaj umiar jest bardzo wskazany.
Niewielka ilość nałożona na środek ust, delikatnie tylko roztarta, gwarantuje bardzo naturalny i ponętny efekt. Usta staję się błyszczące, optycznie pełniejsze i wyglądają kusząco.
Kolor w moim odczuciu jest widoczny nawet przy małej ilości, naturalna barwa ust zostaje podbita.
Jeśli chodzi o właściwości pielęgnacyjne, to są one poprawne. Może nie uratuje mocno spierzchniętych ust, ale pozwoli te w dobrej kondycji, utrzymać dłużej w tym stanie. Niestety ze względu na dość płynną konsystencję na ustach, kosmetyk dość szybko się zjada, ale na całe szczęście ma przyjemny smak, więc nie jest to nieprzyjemne doznanie.
Ze względu na walory smakowe, zapachowe jak i to że ładnie wygląda na ustach, bardzo lubię po nie sięgać. Doszło do tego że masełko noszone w kieszeni trafiło do pralki i dzięki temu mogę się również wypowiedzieć w kwestii opakowania - jest szczelne, mocne, więc jeśli przetrwało pranie, to w torebce na pewno się nie otworzy.
Masełko spokojnie może zastąpić błyszczyk, idealnie dopełnia bowiem naturalny makijaż.
Znacie masełka Bielendy? Miałyście okazję je wypróbować?
Trzeba przyznać że opakowanie przyciąga wzrok, jednak dla zagorzałych fanów Carmexu przestawienie się na coś innego, wcale nie jest takie proste.
Niemniej jednak, ciekawość wzięła górę i obok słoika mojego ulubieńca, pojawiło się to masełko.
Tak jak sugeruje producent, masło nadaje kolor, w przypadku tego wariantu, jest to półtransparentna czerwień, w zależności od ilości, natężenie wzrasta, jednak możliwość utrzymania go na ustach proporcjonalnie maleje. Zbyt duża ilość masła spływa poza kontur ust, rozlewa się i to nie tylko przy wysokich temperaturach. Tutaj umiar jest bardzo wskazany.
Niewielka ilość nałożona na środek ust, delikatnie tylko roztarta, gwarantuje bardzo naturalny i ponętny efekt. Usta staję się błyszczące, optycznie pełniejsze i wyglądają kusząco.
Kolor w moim odczuciu jest widoczny nawet przy małej ilości, naturalna barwa ust zostaje podbita.
Jeśli chodzi o właściwości pielęgnacyjne, to są one poprawne. Może nie uratuje mocno spierzchniętych ust, ale pozwoli te w dobrej kondycji, utrzymać dłużej w tym stanie. Niestety ze względu na dość płynną konsystencję na ustach, kosmetyk dość szybko się zjada, ale na całe szczęście ma przyjemny smak, więc nie jest to nieprzyjemne doznanie.
Ze względu na walory smakowe, zapachowe jak i to że ładnie wygląda na ustach, bardzo lubię po nie sięgać. Doszło do tego że masełko noszone w kieszeni trafiło do pralki i dzięki temu mogę się również wypowiedzieć w kwestii opakowania - jest szczelne, mocne, więc jeśli przetrwało pranie, to w torebce na pewno się nie otworzy.
Masełko spokojnie może zastąpić błyszczyk, idealnie dopełnia bowiem naturalny makijaż.
Znacie masełka Bielendy? Miałyście okazję je wypróbować?
niedziela, 2 sierpnia 2015
Zakupy z miesiąca lipca 2015r
Było denko - są i zakupy.
Dzielnie trzymam się przez pierwsze dni każdego miesiąca, opieram się nieprzemyślanym zakupom, jednak to wszystko do czasu, aż moim oczom ukarze się jakaś niesamowita okazja cenowa.
Jedna wielka promocja, to może być myśl przewodnia całego dzisiejszego wpisu. Nie znajdziecie tu bowiem żadnego produktu, który kupiłabym w regularnej cenie.
Dumny łowca promocji, pochwali się dziś zdobyczami.
Ostatnie miesiące zachwycam się sklepem Tk Maxx i o ile wcześniej odwiedzałam ten przybytek rozpusty przy każdej możliwej okazji, to najczęściej wychodziłam tylko wzdychając i zachwycając się, ale z pustymi rękami, bądź z tylko jedną rzeczą po pachą, tak teraz ruszyła lawina.
W poprzednim jeszcze miesiącu kupiłam płyn do kąpieli Tetesept (12,99zł), byłam nim tak oczarowana już po pierwszym użyciu, że gdy tylko nadarzyła się okazja, wróciłam po więcej.
Więcej prezentuje się tak:
Niestety niedostępny był owy wariant, który tak mnie oczarował, były za to inne, w promocji za 7zł. Wyszłam więc z torbą płynów, dumna z siebie jak dorodny paw.
Przejeżdżając znów przez Kielce, poprosiłam o podwózkę pod Galerię Echo i pędem rzuciłam się w kierunku Tk Maxx, by sprawdzić czy ten tak zachwycający mnie wariant, jednak się nie pojawił. Miałam jeszcze misję dokupienia zielonej wersji dla mamy - spodobał się jej już po pierwszych kąpielach.
Zgarnęłam 3 ostatnie sztuki zielonego, na dokładkę jeszcze jeden żółty, a to dlatego, że ich cena spadła do 5zł! Między pozostałymi dobrociami wypatrzyłam inny produkt marki Tetesept, zabrałam go zatem do kasy.
Znów kielecki Tk Maxx, niestety tym razem nie znalazłam już ani jednego płynu Tetesept w okazyjnej cenie. Nic dziwnego, poprzednim razem wykupiłam wszystkie. Na półkach z perfumami moim oczom ukazał się jednak zapach L'Artisan Parfumeur Safran Troublant 100ml za 149,99zł.
Przytuliłam go do siebie i wypuściłam już tylko na chwilę przy kasie. Szkoda że nie było pozostałych zapachów tej marki. Tak marzy mi się Premier Figuer!
Opuszczamy na chwilę już Tk Maxx, by wejść do Drogerii Hebe.
W lipcu rozpoczęły się akcje wyprzedażowe, poskutkowały one zakupem paletek Pupa po 7,49zł za sztukę. Żal było nie brać.
Produkty marki Purederm to efekt promocji: Kup jeden, a drugi tańszy, lub w tej samej cenie, dostaniesz za 1grosz. Zrobiłam więc zapas skarpetek złuszczających na cały rok, jak również wzięłam na przetestowanie maseczki do dłoni i plastry na pięty.
Skutkiem promocji w Hebe jest również zakup produktów kąpielowych marki Kneipp.
Płyn pod prysznic Zmysłowe uwodzenie, płyn do kąpieli Przytulna kąpiel i olejek Kwiat migdała kosztowały mnie łącznie około 22zł. Kupując w regularnych cenach, musiałabym zapłacić dwa razy tyle.
Nagnę trochę czasoprzestrzeń, bo poniższy zakup pochodzi już z 1 sierpnia, ale wolę podzielić się nim teraz, by ktoś mógł skorzystać. Od pierwszego bowiem spadają jeszcze niektóre ceny z produktów wyprzedażowych w Hebe.
Zdecydowałam się na rzęsy Eylure n 120 - 12,49zł, zestaw Salon Perfect do brwi - 12,49zł oraz kredkę do ust Catrice nr 50 - 5,08zł.
Raczej nie pokazuję tutaj zakupów ubraniowych, z prostej przyczyny, zupełnie nie umiem ich sensownie zaprezentować. Postanowiłam jednak raz przymknąć na chwilę oko i totalnie zignorować ten misz masz i stragan zarazem. Odwiedziłam w lipcu Ptak Outlet w Rzgowie pod Łodzią i o ile CH Ptak znam jak własną kieszeń, bywam tam kilka razy w roku, to na Outlety zawsze brakowało mi czasu. Teraz, kiedy odkryłam tam sklepy z odzieżą sportową, spędzam tam kilka godzin, za każdym razem gdy się tam tylko wybiorę.
Z myślą o urlopie, tym raczej dłuższym - październikowym, zaopatrzyłam się w polary Hi-Tec, koszulki Brugi i Martes, buty Elbrus i Brugi. Każdy z tych produktów za ułamek ceny wyjściowej. Z tego co pamiętam, ceny polarów i butów to około 50-79zł, a koszulki były po 20-25zł.
Pogoda na urlopie nie będzie mieć już dla mnie większego znaczenia i nie dam sobie popsuć nią humoru.
Promocje powodują lekkie spadki na moim koncie, wiem jednak że jeśli nie skorzystam z okazji, to będę żałować i dwa dni będę chciała jechać ponownie, a wtedy może być już za późno.
Zakupy uważam za udane i z pewnością żadna z tych rzeczy nie będzie leżeć zapomniana i nieużywana.
Lubicie takie promocje? Co udaje Wam się upolować w Tk Maxx?
Dzielnie trzymam się przez pierwsze dni każdego miesiąca, opieram się nieprzemyślanym zakupom, jednak to wszystko do czasu, aż moim oczom ukarze się jakaś niesamowita okazja cenowa.
Jedna wielka promocja, to może być myśl przewodnia całego dzisiejszego wpisu. Nie znajdziecie tu bowiem żadnego produktu, który kupiłabym w regularnej cenie.
Dumny łowca promocji, pochwali się dziś zdobyczami.
Ostatnie miesiące zachwycam się sklepem Tk Maxx i o ile wcześniej odwiedzałam ten przybytek rozpusty przy każdej możliwej okazji, to najczęściej wychodziłam tylko wzdychając i zachwycając się, ale z pustymi rękami, bądź z tylko jedną rzeczą po pachą, tak teraz ruszyła lawina.
W poprzednim jeszcze miesiącu kupiłam płyn do kąpieli Tetesept (12,99zł), byłam nim tak oczarowana już po pierwszym użyciu, że gdy tylko nadarzyła się okazja, wróciłam po więcej.
Więcej prezentuje się tak:
Niestety niedostępny był owy wariant, który tak mnie oczarował, były za to inne, w promocji za 7zł. Wyszłam więc z torbą płynów, dumna z siebie jak dorodny paw.
Przejeżdżając znów przez Kielce, poprosiłam o podwózkę pod Galerię Echo i pędem rzuciłam się w kierunku Tk Maxx, by sprawdzić czy ten tak zachwycający mnie wariant, jednak się nie pojawił. Miałam jeszcze misję dokupienia zielonej wersji dla mamy - spodobał się jej już po pierwszych kąpielach.
Zgarnęłam 3 ostatnie sztuki zielonego, na dokładkę jeszcze jeden żółty, a to dlatego, że ich cena spadła do 5zł! Między pozostałymi dobrociami wypatrzyłam inny produkt marki Tetesept, zabrałam go zatem do kasy.
Znów kielecki Tk Maxx, niestety tym razem nie znalazłam już ani jednego płynu Tetesept w okazyjnej cenie. Nic dziwnego, poprzednim razem wykupiłam wszystkie. Na półkach z perfumami moim oczom ukazał się jednak zapach L'Artisan Parfumeur Safran Troublant 100ml za 149,99zł.
Przytuliłam go do siebie i wypuściłam już tylko na chwilę przy kasie. Szkoda że nie było pozostałych zapachów tej marki. Tak marzy mi się Premier Figuer!
Opuszczamy na chwilę już Tk Maxx, by wejść do Drogerii Hebe.
W lipcu rozpoczęły się akcje wyprzedażowe, poskutkowały one zakupem paletek Pupa po 7,49zł za sztukę. Żal było nie brać.
Produkty marki Purederm to efekt promocji: Kup jeden, a drugi tańszy, lub w tej samej cenie, dostaniesz za 1grosz. Zrobiłam więc zapas skarpetek złuszczających na cały rok, jak również wzięłam na przetestowanie maseczki do dłoni i plastry na pięty.
Skutkiem promocji w Hebe jest również zakup produktów kąpielowych marki Kneipp.
Płyn pod prysznic Zmysłowe uwodzenie, płyn do kąpieli Przytulna kąpiel i olejek Kwiat migdała kosztowały mnie łącznie około 22zł. Kupując w regularnych cenach, musiałabym zapłacić dwa razy tyle.
Nagnę trochę czasoprzestrzeń, bo poniższy zakup pochodzi już z 1 sierpnia, ale wolę podzielić się nim teraz, by ktoś mógł skorzystać. Od pierwszego bowiem spadają jeszcze niektóre ceny z produktów wyprzedażowych w Hebe.
Zdecydowałam się na rzęsy Eylure n 120 - 12,49zł, zestaw Salon Perfect do brwi - 12,49zł oraz kredkę do ust Catrice nr 50 - 5,08zł.
Raczej nie pokazuję tutaj zakupów ubraniowych, z prostej przyczyny, zupełnie nie umiem ich sensownie zaprezentować. Postanowiłam jednak raz przymknąć na chwilę oko i totalnie zignorować ten misz masz i stragan zarazem. Odwiedziłam w lipcu Ptak Outlet w Rzgowie pod Łodzią i o ile CH Ptak znam jak własną kieszeń, bywam tam kilka razy w roku, to na Outlety zawsze brakowało mi czasu. Teraz, kiedy odkryłam tam sklepy z odzieżą sportową, spędzam tam kilka godzin, za każdym razem gdy się tam tylko wybiorę.
Z myślą o urlopie, tym raczej dłuższym - październikowym, zaopatrzyłam się w polary Hi-Tec, koszulki Brugi i Martes, buty Elbrus i Brugi. Każdy z tych produktów za ułamek ceny wyjściowej. Z tego co pamiętam, ceny polarów i butów to około 50-79zł, a koszulki były po 20-25zł.
Pogoda na urlopie nie będzie mieć już dla mnie większego znaczenia i nie dam sobie popsuć nią humoru.
Promocje powodują lekkie spadki na moim koncie, wiem jednak że jeśli nie skorzystam z okazji, to będę żałować i dwa dni będę chciała jechać ponownie, a wtedy może być już za późno.
Zakupy uważam za udane i z pewnością żadna z tych rzeczy nie będzie leżeć zapomniana i nieużywana.
Lubicie takie promocje? Co udaje Wam się upolować w Tk Maxx?
sobota, 1 sierpnia 2015
Projekt denko - lipiec 2015r.
Pierwszy wpis w kolejnym miesiącu i mojej tradycji musi stać się zadość - pora na projekt denko. Patrząc na zdjęcie, zużywanie było trochę monotematyczne, ale najważniejsze że owocne.
Szybko przejdę do rzeczy, aby wyrobić się z wpisem, zanim pan z pizzą zadzwoni do drzwi :)
- Fenjal, olejek do kąpieli. Ma charakterystyczny zapach, który czasem mi się nudzi, by później za nim zatęsknić. Najistotniejsze jest jednak natłuszczenie skóry, koi piekącą, wysuszoną i łuszczącą się skórę, jak nic innego. To było moje kolejne opakowanie, pewnie zimą znów powrócę.
- Suddenly - żel pod prysznic z Lidla, który miał być odpowiednikiem nut znanych mi z Chanel Coco Mademoiselle, niestety tak nie było, wyczuwałam raczej mocne, męskie akordy.
- Tetesept. Wintermarchen. Płyn/piana do kąpieli o zniewalającym zapachu. Kiedy tylko wpadnie w moje ręce, zrobię zapas kilkunastu sztuk!
- Green Pharmacy. Olejek kąpielowy. Nic szczególnego, pomimo iż markę lubię, to jest to zupełny bubel.
- Venus, płyn do higieny intymnej. Dobry, choć są lepsze, np. Tołpa.
- Isana. Żel do golenia. W poprzednich, starszych opakowaniach były zdecydowanie lepsze.
- Meridol. Płyn do płukania jamy ustnej. Znośny smak, dobre odświeżenie.
- Himalaya. Pasta Sensi. Lubię pasty tej marki, sprawdzają się u mnie.
- Bielenda. Peeling do ciała winogronowy. Przyjemniaczek jakich mało. Z pewnością widziałabym go u siebie ponownie. Dobrze złuszcza, pozostawiając skórę gładką, nawilżoną, ale nie uklejona.
- Sayoss. Revive. Odżywka do włosów farbowanych. Zużyłam ją w oka mgnieniu.
- Bioelixire. Argan Oil Mask. Świetna odżywka, której zużyłam już dwa opakowania. Sprawia że włosy są miękkie, wygładzone i sypkie w dotyku.
- Balea, szampon oczyszczający. Niezastąpiony do dokładnego oczyszczania włosów, stosowany raz, czy dwa razy w tygodniu pozwala niesamowicie odświeżyć włosy.
- Schwarzkopf Professional. Q10 plus. BC Bonacure Time Restore świetny szampon, dający niesamowitą gładkość włosom, choć w trakcie jego stosowania niezbędne byłoby raczej stosowanie raz na jakiś czas czegoś mocniej oczyszczającego. Niemniej jednak zrobił na mnie duże wrażenie.
- Wcierka Jantar. Wolę stosować prewencyjnie, jako uzupełnienie pielęgnacji i móc utrzymać stan włosów i skóry głowy na właściwym poziomie.
- Ziaja. Tonik Bio aloesowy. Bardzo dobrze się u mnie sprawdzał, niwelował ściągnięcie, nie wysuszał, nie dawał uczucia lepkości.
- Soraya. Żel z kuracji dotleniający. Zapach mnie drażnił, zdecydowanie ponownie po niego nie sięgnę. Zużyłam go szybciej, stosując od czasu do czasu na ciało - przyznam się szczerze :)
- miniatury kremu do rąk Zepter, który polubiła moja druga połowa, krem BB AR Sensibio Biodermy - kiedyś mieszałam z podkładem, ale nie widzę już większego sensu takiej zabawy.
- Avene. Hydrabio Riche. Lubię kremy tej marki, ogólnie cała firma trafia w moje potrzeby i oczekiwania.
- płatki Tami - stale je kupuję i sprawdzają się znakomicie.
- podkład Bourjois Healthy Mix 51 i korektor z serii Perfect 123 CC w najjaśniejszym kolorze. Teraz w obu przypadkach potrzebuję mocniejszego krycia.
- czarny cień, do cna zużyty.
- L'Artisan Parfumeur. Premier Figuer - tęsknię już niesamowicie! Muszę mieć ponownie, najchętniej setkę. Gdyby tylko udało mi się zdobyć je w Tk Maxx, za jaką przystępną cenę! Cierpko-wytrawna figa, idealnie świeża, przestrzenna. Cudo!
To już wszystko, posilona w międzyczasie pizzą, (pan był szybszy, niż moja kulawa umiejętność pisania na klawiaturze) zabieram się za posegregowanie nakrętek.
Stwierdzam, że wszelakie smarowidła do ciała, będzie mi trudno wykończyć, złamałam bowiem moją zasadę i mam aż 3 otwarte i chyba żadne szczególnie do mnie nie przemawia.
Na obecny moment zużyłam chyba wszystkie odżywki do spłukiwania, po przeszukaniu zasobów i zapasów, nie znalazłam nic poza szamponami, maskami i odżywką bez spłukiwania. Pokombinuję z tym co mam, by utrzymać ten stan jak najdłużej i spróbować zużyć to co kupiłam wcześniej.
Znacie któryś ze zużytych przeze mnie produktów? Lubicie, a może wręcz przeciwnie?
Jak Wasze denka w sezonie wakacyjno-urlopowym?
Szybko przejdę do rzeczy, aby wyrobić się z wpisem, zanim pan z pizzą zadzwoni do drzwi :)
- Fenjal, olejek do kąpieli. Ma charakterystyczny zapach, który czasem mi się nudzi, by później za nim zatęsknić. Najistotniejsze jest jednak natłuszczenie skóry, koi piekącą, wysuszoną i łuszczącą się skórę, jak nic innego. To było moje kolejne opakowanie, pewnie zimą znów powrócę.
- Suddenly - żel pod prysznic z Lidla, który miał być odpowiednikiem nut znanych mi z Chanel Coco Mademoiselle, niestety tak nie było, wyczuwałam raczej mocne, męskie akordy.
- Tetesept. Wintermarchen. Płyn/piana do kąpieli o zniewalającym zapachu. Kiedy tylko wpadnie w moje ręce, zrobię zapas kilkunastu sztuk!
- Green Pharmacy. Olejek kąpielowy. Nic szczególnego, pomimo iż markę lubię, to jest to zupełny bubel.
- Venus, płyn do higieny intymnej. Dobry, choć są lepsze, np. Tołpa.
- Isana. Żel do golenia. W poprzednich, starszych opakowaniach były zdecydowanie lepsze.
- Meridol. Płyn do płukania jamy ustnej. Znośny smak, dobre odświeżenie.
- Himalaya. Pasta Sensi. Lubię pasty tej marki, sprawdzają się u mnie.
- Bielenda. Peeling do ciała winogronowy. Przyjemniaczek jakich mało. Z pewnością widziałabym go u siebie ponownie. Dobrze złuszcza, pozostawiając skórę gładką, nawilżoną, ale nie uklejona.
- Sayoss. Revive. Odżywka do włosów farbowanych. Zużyłam ją w oka mgnieniu.
- Bioelixire. Argan Oil Mask. Świetna odżywka, której zużyłam już dwa opakowania. Sprawia że włosy są miękkie, wygładzone i sypkie w dotyku.
- Balea, szampon oczyszczający. Niezastąpiony do dokładnego oczyszczania włosów, stosowany raz, czy dwa razy w tygodniu pozwala niesamowicie odświeżyć włosy.
- Schwarzkopf Professional. Q10 plus. BC Bonacure Time Restore świetny szampon, dający niesamowitą gładkość włosom, choć w trakcie jego stosowania niezbędne byłoby raczej stosowanie raz na jakiś czas czegoś mocniej oczyszczającego. Niemniej jednak zrobił na mnie duże wrażenie.
- Wcierka Jantar. Wolę stosować prewencyjnie, jako uzupełnienie pielęgnacji i móc utrzymać stan włosów i skóry głowy na właściwym poziomie.
- Ziaja. Tonik Bio aloesowy. Bardzo dobrze się u mnie sprawdzał, niwelował ściągnięcie, nie wysuszał, nie dawał uczucia lepkości.
- Soraya. Żel z kuracji dotleniający. Zapach mnie drażnił, zdecydowanie ponownie po niego nie sięgnę. Zużyłam go szybciej, stosując od czasu do czasu na ciało - przyznam się szczerze :)
- miniatury kremu do rąk Zepter, który polubiła moja druga połowa, krem BB AR Sensibio Biodermy - kiedyś mieszałam z podkładem, ale nie widzę już większego sensu takiej zabawy.
- Avene. Hydrabio Riche. Lubię kremy tej marki, ogólnie cała firma trafia w moje potrzeby i oczekiwania.
- płatki Tami - stale je kupuję i sprawdzają się znakomicie.
- podkład Bourjois Healthy Mix 51 i korektor z serii Perfect 123 CC w najjaśniejszym kolorze. Teraz w obu przypadkach potrzebuję mocniejszego krycia.
- czarny cień, do cna zużyty.
- L'Artisan Parfumeur. Premier Figuer - tęsknię już niesamowicie! Muszę mieć ponownie, najchętniej setkę. Gdyby tylko udało mi się zdobyć je w Tk Maxx, za jaką przystępną cenę! Cierpko-wytrawna figa, idealnie świeża, przestrzenna. Cudo!
To już wszystko, posilona w międzyczasie pizzą, (pan był szybszy, niż moja kulawa umiejętność pisania na klawiaturze) zabieram się za posegregowanie nakrętek.
Stwierdzam, że wszelakie smarowidła do ciała, będzie mi trudno wykończyć, złamałam bowiem moją zasadę i mam aż 3 otwarte i chyba żadne szczególnie do mnie nie przemawia.
Na obecny moment zużyłam chyba wszystkie odżywki do spłukiwania, po przeszukaniu zasobów i zapasów, nie znalazłam nic poza szamponami, maskami i odżywką bez spłukiwania. Pokombinuję z tym co mam, by utrzymać ten stan jak najdłużej i spróbować zużyć to co kupiłam wcześniej.
Znacie któryś ze zużytych przeze mnie produktów? Lubicie, a może wręcz przeciwnie?
Jak Wasze denka w sezonie wakacyjno-urlopowym?
Subskrybuj:
Posty (Atom)

