środa, 24 kwietnia 2013

Lidl - Ubraniowe zakupy Esmara

Przez długi czas szerokim łukiem omijałam ubrania w Lidlu.
Lubiłam sery, parówki, kiełbaski pieprzowe, bułki z wiśnią, rurki z czekoladą mmmniam. :) Czyli ogólnie - spożywkę. Kosze z rzeczami najróżniejszymi i odzieżowymi jakoś mnie nie ciągnęły.
Do czasu jednak, bo zewsząd docierały do mnie zachwyty nad spodniami, koszulkami, polarami, więc co mi szkodzi, będę gazetki przeglądać po tym kątem.

I tak oto, pierwsze łupy.


I pierwsze spostrzeżenia. Mierz parę do pary, bo 38, drugiej 38 nierówna. Niektóre 40 są większe niż 42 ;) a innym bliżej do 38.
Jasny jeans mam rozmiar 38, są to mega rurki :) Ciemny granat to 40, którą wymieniałam, z szerszej 40, na węższą :)
40 są trochę luźniejsze, ale akurat na chłodniejsze dni, kiedy ubierałam się grubiej, rajstopy i te sprawy, są ok :)
Wielokrotnie już chodzone, prane i nic z nimi się nie dzieje.


Kolejna gazetka i zakupy z samego rana, bladym świtem, a przy koszach już masę ludzi, ktoś przy kiełbaskach kątem mierzył spodnie, inne panie po kilka par miały już w wózku.
Capnęłam ostatnie 38 miętowe spodnie, dobrałam też spódniczkę granatową, miękki  materiał, kieszonki, kusiła i miętowa i biała, ale zdecydowałam się na klasyczny, bezpieczny granat (trochę żal jednak innych pięknych kolorów)

Spodnie super się prezentują, na razie tylko mierzone, ale już niedługo wciągam je na siebie i ruszam na spacer.
Szkoda że tych mniejszych rozmiarów, czyli 38 jest jak na lekarstwo, kilkanaście minut po godzinie 7, zostały te jako jedyne, natomiast 42 było bardzo dużo.


Ostatnia, aktualna jeszcze gazetka i mieszane uczucia. Spodnie tańsze niż poprzednie, bo 29,99zł, gdzie wcześniej kupione kosztowały w okolicy 39,99zł ale głowy nie dam. Są cieńsze, elastyczne, słowem - fajne na lato, jednak po powrocie do domu okazało się w niebieskich są dwie dziury na szwach. Co skutecznie popsuło mi humor. Znów małych rozmiarów jak na lekarstwo, a S-ki które tam  zostały z niektórych kolorów, były zdecydowanie szersze w pasie i krótsze, więc wymiana nie wchodzi w grę.


Jak widać ubieram ostatnio swoje nogi w Lidlu ;) nie wiem czemu do tej pory nie skusiłam się jeszcze na jakąś bluzkę. Widziałam wczoraj na kilku blogach miętową z szalem, ale jakoś mnie ona ominęła.

Spostrzeżenia jak na razie raczej pozytywne, chociaż przygoda z dziurami trochę mój entuzjazm przygasiła. Teraz będę ostrożniej robiła tam zakupy, nadal będę mierzyć parę do pary, by wybrać odpowiedni rozmiar spośród wydawałoby się tych samych, jednak jako drugie będę tropiła dziury i inne niedoróbki, by znów nie zaznać goryczy rozczarowania w domu.

7 komentarzy:

  1. Te mietowe spodnie są ładne ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż, czasem nie warto kupować spodni za 200 zł ;) Swoje zazwyczaj kupuję na miejscowym bazarku ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba nigdy nie wydałam na spodnie więcej niż 140zł - na jeansy, które służą mi kolejny rok

      Usuń
  3. Ja jeszcze nic nie mam z lidla jeśli chodzi o ubrania, będę musiała się im bardziej przyglądać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem że warto, chociaż podejść obejrzeć i może akurat coś się spodoba

      Usuń
  4. Esmara ma starannie uszytą odzież.I nie drogą

    OdpowiedzUsuń