Lubię, coraz bardziej uwielbiam wszelkie dodatki do kąpieli. Po części cieszy mnie to nowe uzależnienie, wszak lepsze to niż kolorówka. Produkty do kąpieli zużywam szybciej, wiem że nic się nie zmarnuje. Odkrywam nowe perełki, które poprawiają mi humor, jak niezbyt zdrowa paczka solonych czipsów.
Kiedy jestem gdzieś poza domem, gdy na wyciągnięcie ręki mam sklepy z produktami niedostępnymi u nas regularnie, oddaję się poszukiwaniom, czegoś na wyjątkowe okazje.
I tak w moje ręce trafiła perełka wyszukana w DMie.
Dresdner Essenz Pflegebad o zapachu frezji i bergamotki.
Puder do kąpieli zamknięty w niepozornej, małej saszetce, skrywa w sobie niesamowity zapach, a to jest już zapowiedzią czegoś wyjątkowego. Kiedy wsypujemy go do wanny, poza zapachem zyskujemy piękny, fioletowy kolor wody, oraz dość trwałą pianę.
Możecie wierzyć lub nie, ale tak niewiele, potrafi poprawić mój humor. Relaks w kolorowej, pachnącej wodzie, z unoszącą się na powierzchni pianą, to nie jest zwykła kąpiel. To chwila dla mnie, moja przyjemność i mój azyl.
Taka kąpiel jest bardziej wyjątkowa i rozpieszczająca. To nie tylko obowiązkowa, codzienna higiena, to moja drobna, a jak ważna przyjemność.
Dla kogoś innego wydać się to może błahe, bez znaczenia, jednak zapach, kolor i piana działają na mnie kojąco.
Ze swojego skąpstwa podzieliłam saszetkę na dwie porcje i niestety ta druga była mniejsza, przez co kolor trochę stracił na intensywności, niemniej jednak zachował swoją magię i właściwości.
Czy saszetka warta jest zawracania sobie nią głowy? A i owszem. Wolę to, niż wspomniane wcześniej czipsy, czy garść cukierków. Puder do kąpieli nie powoduje błędnego koła, złudnej przyjemności i nie niesie za sobą wyrzutów sumienia.
Zapach frezji i bergamotki był strzałem w dziesiątkę, przyjemnie kwiatowy, odurzający, radosny i dziewczęcy. Zapragnęłam mieć więcej i dopnę swego.
Bywają chwile, gdy jedyną przyjemnością, staje się odprężająca kąpiel wieczorem, muszę więc mieć jakieś dodatki, by uratować ten dzień.
Jakie są Wasze ulubione dodatki kąpielowe?
sobota, 5 września 2015
piątek, 4 września 2015
Lierac Exclusive. Premium Comblement Rides. Krem i serum pod lupą.
Lierac, jednym marka znana lepiej, innym średnio, a co niektórym pewnie wcale. Uważam jednak że jak każda firma, ma swoje lepsze i gorsze produkty. Dobrane odpowiednio do potrzeb skóry, niekoniecznie muszą być dopasowane do nas jako jednostki. Czasem metodą prób i błędów, a niekiedy zupełnie przypadkiem, trafiamy na prawdziwe perełki.
Markę kojarzę i znam z drogeryjno-aptecznych półek, produktów gościło u mnie niestety niewiele, a to za sprawą niezbyt przystępnych dla mnie cen.
Mam kilku ulubieńców, m.in. Lierac. Gel Douche Sensoriel Aux 3 Fleurs Blanches
oraz Lierac. Eau Sensorielle Aux 3 Fleurs Blanche, którym z pewnością będę wierna i których przetestowanie polecam każdemu. Miałam jeszcze przyjemność używać peelingu do ciała tej marki i również niezmiernie pozytywnie mnie naskoczył.
Za sprawą dość tanich zestawów miniatur, dostępnych w drogeriach, zyskałam możliwość przetestowania kilku kosmetyków do twarzy.
Jednym z nich był duet Exclusive Premium, w charakterystycznych czarnych opakowaniach, gdzie w składzie tę czerń również możemy spotkać, pod postacią czarnych kwiatów: orchidei, róży i maku.
Co mamy zyskać dzięki tym kosmetykom? W skrócie rzecz ujmując, działanie przeciwzmarszczkowe, oraz odżywienie. I muszę przyznać - coś w tym jest.
Jak to czasem w duecie bywa, pracują zespołowo, a jeden jakby inny, nie do końca taki, jakbym się spodziewała. I tutaj serum, to produkt bez którego mogę się obejść. Nie wywarło na mnie aż tak pozytywnego wrażenia, by się nim zachwycać. Konsystencja wody owszem szybko się wchłania, ale wymaga natychmiastowego nałożenia kremu. Rozumiem konieczność takiego stosowania, ale co z tego, skoro działanie kremu solo, daje mi takie same efekty, po co więc wydłużać pielęgnację i nakładać więcej warstw, nawet tak lekkich.
W przypadku niektórych marek, serum można stosować samodzielnie, szczególnie w przypadkach cer mieszanych i tłustych, ale tutaj nie ma takiej możliwości. Skóra jest tak mocno napięta, że odczuwam spory dyskomfort, który znika dopiero po nałożeniu kremu.
Na uwagę zasługuje z całą pewnością krem. Ten gra tu pierwsze skrzypce i jak dla mnie może być znakomitym solistą. Przy stosowaniu kremu widzę efekty, nawet gdy serum dawno się skończyło.
Rezultaty były dostrzegalne już po pierwszych użyciach. Każdorazowo po nałożeniu kremu skóra była jędrna, gładka i widocznie rozpromieniona.
Ciekawa jest też konsystencja, krem jest lekki pomimo pozornego bogactwa, jest treściwy, a o dziwo szybko i dobrze się wchłania.
Przyjemny zapach i żółtawy kolor, dodatkowo uprzyjemniają aplikację.
Ja, posiadaczka cery mieszanej stwierdzam że taka wersja kremu odżywczego, jak najbardziej mi odpowiada. Co do działania przeciwzmarszczkowego, trudno mi się wypowiedzieć, czas pokaże. Zresztą posiadałam tylko 15ml miniaturę, która i tak starczyła mi na długo. Czas na zużycie słoiczka po otwarciu to 3 miesiące, trudno mi więc sobie wyobrazić, zużycie w takim tempie pełnowymiarowego 50ml opakowania. Nawet biorąc pod uwagę stosowanie go rano i wieczorem, czasem każda z nas ma ochotę na zmianę, a i skóra domaga się czegoś innego. Ja krem używam, a nie nadużywam. Jeszcze chyba nigdy, żadnego kremu nie udało mi się wykończyć w tak krótkim czasie. Rozumiem, skład może tego wymagać, ale ja w takim przypadku polecam zdecydowanie wersje miniaturowe - 15ml, nawet sugerowałabym to zrobić, by sprawdzić czy nam odpowiada. Tym bardziej że cena powoduje lekkie zawirowanie serca, 200-299zł za 50ml kremu, to na tę chwilę, albo na całe życie, zbyt wiele. 100zł byłabym gotowa dać, bo jest tego wart. Więcej? Raczej nie.
Przyjemny krem, który robi dobrze mojej skórze, jednak cena skutecznie zmusza do poszukiwania innych, o równie dobrym działaniu.
Będę mieć oczy szeroko otwarte, kiedy tylko nadarzy się okazja zakupu miniatury w korzystniejszej cenie, chętnie odświeżę z nim znajomość. Wszak kremy należy zmieniać, a siebie rozpieszczać. Serum sobie odpuszczę, w tym duecie to dla mnie zbędny kosmetyk.
Znacie markę Lierac? Miałyście okazję stosować któryś z ich kosmetyków?
Markę kojarzę i znam z drogeryjno-aptecznych półek, produktów gościło u mnie niestety niewiele, a to za sprawą niezbyt przystępnych dla mnie cen.
Mam kilku ulubieńców, m.in. Lierac. Gel Douche Sensoriel Aux 3 Fleurs Blanches
oraz Lierac. Eau Sensorielle Aux 3 Fleurs Blanche, którym z pewnością będę wierna i których przetestowanie polecam każdemu. Miałam jeszcze przyjemność używać peelingu do ciała tej marki i również niezmiernie pozytywnie mnie naskoczył.
Za sprawą dość tanich zestawów miniatur, dostępnych w drogeriach, zyskałam możliwość przetestowania kilku kosmetyków do twarzy.
Jednym z nich był duet Exclusive Premium, w charakterystycznych czarnych opakowaniach, gdzie w składzie tę czerń również możemy spotkać, pod postacią czarnych kwiatów: orchidei, róży i maku.
Co mamy zyskać dzięki tym kosmetykom? W skrócie rzecz ujmując, działanie przeciwzmarszczkowe, oraz odżywienie. I muszę przyznać - coś w tym jest.
Jak to czasem w duecie bywa, pracują zespołowo, a jeden jakby inny, nie do końca taki, jakbym się spodziewała. I tutaj serum, to produkt bez którego mogę się obejść. Nie wywarło na mnie aż tak pozytywnego wrażenia, by się nim zachwycać. Konsystencja wody owszem szybko się wchłania, ale wymaga natychmiastowego nałożenia kremu. Rozumiem konieczność takiego stosowania, ale co z tego, skoro działanie kremu solo, daje mi takie same efekty, po co więc wydłużać pielęgnację i nakładać więcej warstw, nawet tak lekkich.
W przypadku niektórych marek, serum można stosować samodzielnie, szczególnie w przypadkach cer mieszanych i tłustych, ale tutaj nie ma takiej możliwości. Skóra jest tak mocno napięta, że odczuwam spory dyskomfort, który znika dopiero po nałożeniu kremu.
Na uwagę zasługuje z całą pewnością krem. Ten gra tu pierwsze skrzypce i jak dla mnie może być znakomitym solistą. Przy stosowaniu kremu widzę efekty, nawet gdy serum dawno się skończyło.
Rezultaty były dostrzegalne już po pierwszych użyciach. Każdorazowo po nałożeniu kremu skóra była jędrna, gładka i widocznie rozpromieniona.
Ciekawa jest też konsystencja, krem jest lekki pomimo pozornego bogactwa, jest treściwy, a o dziwo szybko i dobrze się wchłania.
Przyjemny zapach i żółtawy kolor, dodatkowo uprzyjemniają aplikację.
Ja, posiadaczka cery mieszanej stwierdzam że taka wersja kremu odżywczego, jak najbardziej mi odpowiada. Co do działania przeciwzmarszczkowego, trudno mi się wypowiedzieć, czas pokaże. Zresztą posiadałam tylko 15ml miniaturę, która i tak starczyła mi na długo. Czas na zużycie słoiczka po otwarciu to 3 miesiące, trudno mi więc sobie wyobrazić, zużycie w takim tempie pełnowymiarowego 50ml opakowania. Nawet biorąc pod uwagę stosowanie go rano i wieczorem, czasem każda z nas ma ochotę na zmianę, a i skóra domaga się czegoś innego. Ja krem używam, a nie nadużywam. Jeszcze chyba nigdy, żadnego kremu nie udało mi się wykończyć w tak krótkim czasie. Rozumiem, skład może tego wymagać, ale ja w takim przypadku polecam zdecydowanie wersje miniaturowe - 15ml, nawet sugerowałabym to zrobić, by sprawdzić czy nam odpowiada. Tym bardziej że cena powoduje lekkie zawirowanie serca, 200-299zł za 50ml kremu, to na tę chwilę, albo na całe życie, zbyt wiele. 100zł byłabym gotowa dać, bo jest tego wart. Więcej? Raczej nie.
Przyjemny krem, który robi dobrze mojej skórze, jednak cena skutecznie zmusza do poszukiwania innych, o równie dobrym działaniu.
Będę mieć oczy szeroko otwarte, kiedy tylko nadarzy się okazja zakupu miniatury w korzystniejszej cenie, chętnie odświeżę z nim znajomość. Wszak kremy należy zmieniać, a siebie rozpieszczać. Serum sobie odpuszczę, w tym duecie to dla mnie zbędny kosmetyk.
Znacie markę Lierac? Miałyście okazję stosować któryś z ich kosmetyków?
czwartek, 3 września 2015
Zakupy z miesiąca sierpnia 2015r
Sierpień, miesiąc wakacyjny, nie był dla mnie miesiącem szczególnie zakupowym. Niemniej jednak kilka rzeczy przyniosłam do domu.
Jednymi z pierwszych zakupów w sierpniu były te w drogerii Hebe, ograniczyły się one tylko do marki Essence. O ile do tej pory wzbraniałam się przed konturówkami do ust Essence, tak teraz wzięłam kilka, dorzuciłam jeszcze bazę pod tusz. Za całość wyszło niecałe 31zł.
Nawet krótkie wyjazdy wakacyjne przynoszą za sobą zakupy. Część z nich to te, szczególnie wymarzone i od dawna planowane. Do tych wyjątkowych, należą zakupy w salonie Kiko w Wiedniu.
W ciągu 3 dni pobytu byłam tam 2 razy, a korzystając z obowiązujących promocji do -50% upolowałam kolorowe eyelinery, oraz cienie.
Następne zakupy poczyniłam w drogeriach DM w Wiedniu, oraz w Czechach już podczas drogi powrotnej. Co dziwne, w żadnym z Wiedeńskich Dm-ów nie było szamponu oczyszczającego, za to już w pierwszym czeskim dostępny był bez problemu.
Mistrzem urlopowych zakupów, jest też moja mama. W ciągu tygodnia spędzonego w Krynicy, 3 razy przekraczała granicę, by kupić płyny do kąpieli Tetesept, dostępne w najbliższym DM. Wykupiła wszystkie, wróciła tam także po dostawie i zostawiła puste półki. Obie uwielbiamy Tetesepty!
Przyniosłam do domu również kolejne dwie koszulki ze sklepu Takko. Przy tak niskich cenach i świetnej jakości, kolory nie mają już znaczenia, choć muszę przyznać, że tych jeszcze nie miałam. Łącznie za obie zapłaciłam 15,98zł.
Kolejne drobnostki to kosmetyki marki Orientana. Dwa mydła z luffą, są dla mojej drugiej połowy, w promocji w Hebe płaciłam 8,99zł za sztukę. Balsam w kostce dostałam, on będzie już dla mnie.
Zapas ulubionych antyperspirantów zyskałam dzięki promocjom w Super-Pharm. Vichy kosztował 19,99zł, a SVR Spirial 24,99zł. Mam dzięki temu zapas na dobrych kilka miesięcy.
Przeważająca większość tych zakupów, to produkty które lubię, znam i używam, lub też te wymarzone i od dawna planowane. Czuję się więc w pełni rozgrzeszona. Oby wrzesień również pozwolił mi wytrwać w postanowieniu oszczędzania.
Znacie, lubicie pokazane przeze mnie produkty?
Jednymi z pierwszych zakupów w sierpniu były te w drogerii Hebe, ograniczyły się one tylko do marki Essence. O ile do tej pory wzbraniałam się przed konturówkami do ust Essence, tak teraz wzięłam kilka, dorzuciłam jeszcze bazę pod tusz. Za całość wyszło niecałe 31zł.
Nawet krótkie wyjazdy wakacyjne przynoszą za sobą zakupy. Część z nich to te, szczególnie wymarzone i od dawna planowane. Do tych wyjątkowych, należą zakupy w salonie Kiko w Wiedniu.
W ciągu 3 dni pobytu byłam tam 2 razy, a korzystając z obowiązujących promocji do -50% upolowałam kolorowe eyelinery, oraz cienie.
Następne zakupy poczyniłam w drogeriach DM w Wiedniu, oraz w Czechach już podczas drogi powrotnej. Co dziwne, w żadnym z Wiedeńskich Dm-ów nie było szamponu oczyszczającego, za to już w pierwszym czeskim dostępny był bez problemu.
Mistrzem urlopowych zakupów, jest też moja mama. W ciągu tygodnia spędzonego w Krynicy, 3 razy przekraczała granicę, by kupić płyny do kąpieli Tetesept, dostępne w najbliższym DM. Wykupiła wszystkie, wróciła tam także po dostawie i zostawiła puste półki. Obie uwielbiamy Tetesepty!
Przyniosłam do domu również kolejne dwie koszulki ze sklepu Takko. Przy tak niskich cenach i świetnej jakości, kolory nie mają już znaczenia, choć muszę przyznać, że tych jeszcze nie miałam. Łącznie za obie zapłaciłam 15,98zł.
Kolejne drobnostki to kosmetyki marki Orientana. Dwa mydła z luffą, są dla mojej drugiej połowy, w promocji w Hebe płaciłam 8,99zł za sztukę. Balsam w kostce dostałam, on będzie już dla mnie.
Zapas ulubionych antyperspirantów zyskałam dzięki promocjom w Super-Pharm. Vichy kosztował 19,99zł, a SVR Spirial 24,99zł. Mam dzięki temu zapas na dobrych kilka miesięcy.
Przeważająca większość tych zakupów, to produkty które lubię, znam i używam, lub też te wymarzone i od dawna planowane. Czuję się więc w pełni rozgrzeszona. Oby wrzesień również pozwolił mi wytrwać w postanowieniu oszczędzania.
Znacie, lubicie pokazane przeze mnie produkty?
środa, 2 września 2015
Projekt denko - sierpień 2015r
Sierpień zleciał nie wiadomo kiedy i gdzie. To chyba jeden z tych dziwnych miesięcy, które umykają nam w zawrotnym tempie. Jak widać jednak po zużyciach, obfitował on w sumienną pielęgnację, nie przespałam go, tylko przykładałam się do ogarniania nadstanów.
Przejdę do konkretów i kilku słów podsumowania każdego pustego opakowania.
- Barwa naturalna. Szampon żurawinowy - bardzo dobrze oczyszczał włosy, przy tym jest bardzo tani. Raz na jakiś czas dla dokładnego oczyszczenia włosów z pewnością polecam
- Schwarzkopf Professional BC Bonacure Oil Miracle. Light Finishing treatment - ciekawy olejek do pielęgnacji włosów, dzięki lekkiej formule nie obciąża włosów. Duże opakowanie starcza na wiele miesięcy.
- Uriage woda termalna - jeden z moich niezbędników, szczególnie latem. Koi, chłodzi, odświeża, kolejna butelka już stoi w szafce.
- Isana żel do golenia, te w starych opakowaniach uwielbiam, nowe już nie do końca mi odpowiadają.
- Farmona. Tutti Frutti. Peeling do ciała Wiśnia i porzeczka - świetny zdzierak, z grubymi i silnymi drobinkami. Jeśli do tego dodamy ładny zapach i przystępną cenę - mamy ideał. Kolejny już stoi używany w łazience, z tym że o innym zapachu.
- Lady Speed Stick, antyperspirant w sztyfcie. Muszę przyznać, że przy całej mojej miłości do antyperspirantów aptecznych, ten sprawdzał się dość dobrze. Fakt oblepia dziwnie pachy, musiałam do tego przywyknąć, pobiela ubrania podczas nakładania koszulek, ale ładnie pachnie i jest skuteczny.
- Mrs. Potter's Maska odbudowa i nawilżanie aloes i jedwab - dobra maska, która ładnie nawilżała włosy, wygładzając je i nadając im blask.
- odżywka z farby Casting - niezmiennie lubię, choć same farby niestety mam wrażenie mocno się zepsuły.
- Oriflame More, żel pod prysznic - przyjemny żel, który jednak szczególnie nie zachwyca. Zapach nie porywał mojego serca, choć nie był zły.
- CD żel pod prysznic lilia wodna miniatura, dla mnie to czystość w płynie. Bardzo przyjemnie mi się go używało.
- Tetesept Schaum Welten Walzdzauber - uwielbiam! Płyny i piany do kąpieli Tetesept stały się moimi ulubieńcami. Rozpływam się każdorazowo nad ich zapachami, ilością i trwałością piany. Tutaj zapach był orzeźwiający, moja mama jest nim wręcz zauroczona.
- Tesori d'Oriente Płyn do kąpieli White Musk - czystość zamknięta w butelce. Obok Teteseptów będzie to mój kolejny niezawodny umilacz kąpieli. Bańki mydlane i nieskazitelna czystość - uwielbiam.
- Tesori d'Oriente żel kremowy pod prysznic Imbir - intensywny zapach sprawia że kąpiel staje się wyjątkowa. Idealny zarówno dla niej i dla niego.
- Nivea Sensitive 3 w 1 płyn micelarny Skóra wrażliwa - z pewnością dobry płyn, wystarczy chwila by zmyć makijaż, choć ma kilka wad, mogę go raczej polecić
- Avene Cleanance żel miniatura do twarzy - uwielbiam ten żel, dobrze oczyszcza i odświeża.
- Nuxe Creme Prodigieuse Soin Hydratant Defatigant - miniatura kremu do twarzy, dobrze sprawdzał się w ciągu dnia, jak i aplikowany na noc. Nie powodował nadmiernego błyszczenia skóry.
- Alverde kompakt - bubel.
- Carex w słoiczku - niezastąpiony, choć teraz staram się nie sięgnąć po kolejne opakowanie, by zużyć inne nakupione na zapas, kierowana nowościami i promocjami.
- Tami płatki - lubię, zużyłam chyba kilkadziesiąt opakowań, u mnie się sprawdzają.
- L'biotica maska Algi oceaniczne - dobra maska, ale o niej może kiedyś kilka słów w recenzji.
- Purederm Nose Pore Strips - lubię po nie sięgać od czasu do czasu, nie zaszkodzą, a zawsze coś pomogą.
- 2 miniatury past Himalaya - każda z past tej marki jest inna, ale każda na swój sposób mi pasuje i sprawdza się w codziennej higienie jamy ustnej.
- Elf Makeup Mist&Set - zbyt rzadko sięgałam po ten płyn, przypuszczam że i tak już tego nie zrobię, bo ma już z pewnością swoje lata.
- Estee Lauder Idealist Even Skintone Illuminator - świetny jako baza pod makijaż, sprawdzał się w tej roli znakomicie. Szkoda że jest tak drogi.
- Clinique High Impact Mascara - dobra, ale czy warta takiej ceny?
- Purederm Kolagenowa maseczka pod oczy - uwielbiam te maseczki pod oczy, sięgam po nie podczas wykonywania makijażu. Rewelacja.
- próbki zapachów - zabrałam się za zużywanie nakupowanych wcześniej próbek zapachów. Z jednymi mi lepiej, z innymi gorzej. Jadnak wrzucone do torebki zużywają się w szybkim tempie.
- zużyłam również kilka innych próbek - te najczęściej towarzyszyły mi podczas wyjazdów, na szczególną uwagę zasługuje krem Eucerin do skóry mieszanej.
Myślę że w sierpniu bardzo dobrze mi poszło. Nie ma tutaj co dziwne żadnej farby do włosów, a to dlatego że staram się zarzucić farbowanie. Niestety próżno szukać tu również balsamów do ciała, niestety męczące nas upały, a do tego moje rozdrobnienie się na kilka różnych butelek, zaskutkowało zerowym zużyciem.
Wrzesień zapowiada się obiecująco, mam już kilku pretendentów do zużycia, powinnam więc ruszyć z kopyta, również jeśli chodzi o kolorówkę.
A jak Wam poszło w sierpniu?
Znacie któryś ze zużytych przeze mnie kosmetyków?
Przejdę do konkretów i kilku słów podsumowania każdego pustego opakowania.
- Barwa naturalna. Szampon żurawinowy - bardzo dobrze oczyszczał włosy, przy tym jest bardzo tani. Raz na jakiś czas dla dokładnego oczyszczenia włosów z pewnością polecam
- Schwarzkopf Professional BC Bonacure Oil Miracle. Light Finishing treatment - ciekawy olejek do pielęgnacji włosów, dzięki lekkiej formule nie obciąża włosów. Duże opakowanie starcza na wiele miesięcy.
- Uriage woda termalna - jeden z moich niezbędników, szczególnie latem. Koi, chłodzi, odświeża, kolejna butelka już stoi w szafce.
- Isana żel do golenia, te w starych opakowaniach uwielbiam, nowe już nie do końca mi odpowiadają.
- Farmona. Tutti Frutti. Peeling do ciała Wiśnia i porzeczka - świetny zdzierak, z grubymi i silnymi drobinkami. Jeśli do tego dodamy ładny zapach i przystępną cenę - mamy ideał. Kolejny już stoi używany w łazience, z tym że o innym zapachu.
- Lady Speed Stick, antyperspirant w sztyfcie. Muszę przyznać, że przy całej mojej miłości do antyperspirantów aptecznych, ten sprawdzał się dość dobrze. Fakt oblepia dziwnie pachy, musiałam do tego przywyknąć, pobiela ubrania podczas nakładania koszulek, ale ładnie pachnie i jest skuteczny.
- Mrs. Potter's Maska odbudowa i nawilżanie aloes i jedwab - dobra maska, która ładnie nawilżała włosy, wygładzając je i nadając im blask.
- odżywka z farby Casting - niezmiennie lubię, choć same farby niestety mam wrażenie mocno się zepsuły.
- Oriflame More, żel pod prysznic - przyjemny żel, który jednak szczególnie nie zachwyca. Zapach nie porywał mojego serca, choć nie był zły.
- CD żel pod prysznic lilia wodna miniatura, dla mnie to czystość w płynie. Bardzo przyjemnie mi się go używało.
- Tetesept Schaum Welten Walzdzauber - uwielbiam! Płyny i piany do kąpieli Tetesept stały się moimi ulubieńcami. Rozpływam się każdorazowo nad ich zapachami, ilością i trwałością piany. Tutaj zapach był orzeźwiający, moja mama jest nim wręcz zauroczona.
- Tesori d'Oriente Płyn do kąpieli White Musk - czystość zamknięta w butelce. Obok Teteseptów będzie to mój kolejny niezawodny umilacz kąpieli. Bańki mydlane i nieskazitelna czystość - uwielbiam.
- Tesori d'Oriente żel kremowy pod prysznic Imbir - intensywny zapach sprawia że kąpiel staje się wyjątkowa. Idealny zarówno dla niej i dla niego.
- Nivea Sensitive 3 w 1 płyn micelarny Skóra wrażliwa - z pewnością dobry płyn, wystarczy chwila by zmyć makijaż, choć ma kilka wad, mogę go raczej polecić
- Avene Cleanance żel miniatura do twarzy - uwielbiam ten żel, dobrze oczyszcza i odświeża.
- Nuxe Creme Prodigieuse Soin Hydratant Defatigant - miniatura kremu do twarzy, dobrze sprawdzał się w ciągu dnia, jak i aplikowany na noc. Nie powodował nadmiernego błyszczenia skóry.
- Alverde kompakt - bubel.
- Carex w słoiczku - niezastąpiony, choć teraz staram się nie sięgnąć po kolejne opakowanie, by zużyć inne nakupione na zapas, kierowana nowościami i promocjami.
- Tami płatki - lubię, zużyłam chyba kilkadziesiąt opakowań, u mnie się sprawdzają.
- L'biotica maska Algi oceaniczne - dobra maska, ale o niej może kiedyś kilka słów w recenzji.
- Purederm Nose Pore Strips - lubię po nie sięgać od czasu do czasu, nie zaszkodzą, a zawsze coś pomogą.
- 2 miniatury past Himalaya - każda z past tej marki jest inna, ale każda na swój sposób mi pasuje i sprawdza się w codziennej higienie jamy ustnej.
- Elf Makeup Mist&Set - zbyt rzadko sięgałam po ten płyn, przypuszczam że i tak już tego nie zrobię, bo ma już z pewnością swoje lata.
- Estee Lauder Idealist Even Skintone Illuminator - świetny jako baza pod makijaż, sprawdzał się w tej roli znakomicie. Szkoda że jest tak drogi.
- Clinique High Impact Mascara - dobra, ale czy warta takiej ceny?
- Purederm Kolagenowa maseczka pod oczy - uwielbiam te maseczki pod oczy, sięgam po nie podczas wykonywania makijażu. Rewelacja.
- próbki zapachów - zabrałam się za zużywanie nakupowanych wcześniej próbek zapachów. Z jednymi mi lepiej, z innymi gorzej. Jadnak wrzucone do torebki zużywają się w szybkim tempie.
- zużyłam również kilka innych próbek - te najczęściej towarzyszyły mi podczas wyjazdów, na szczególną uwagę zasługuje krem Eucerin do skóry mieszanej.
Myślę że w sierpniu bardzo dobrze mi poszło. Nie ma tutaj co dziwne żadnej farby do włosów, a to dlatego że staram się zarzucić farbowanie. Niestety próżno szukać tu również balsamów do ciała, niestety męczące nas upały, a do tego moje rozdrobnienie się na kilka różnych butelek, zaskutkowało zerowym zużyciem.
Wrzesień zapowiada się obiecująco, mam już kilku pretendentów do zużycia, powinnam więc ruszyć z kopyta, również jeśli chodzi o kolorówkę.
A jak Wam poszło w sierpniu?
Znacie któryś ze zużytych przeze mnie kosmetyków?
Subskrybuj:
Posty (Atom)







