Ten kto czyta mnie regularnie wie, że od ponad połowy roku rozpływam się nad marką Tetesept. Ich kosmetyki do kąpieli podbiły moje serce, niestety nie każdy ma do nich dostęp, nie każdemu też chce się z uporem maniaka przeszukiwać Tk Maxxy, czy też tak ustalać weekendowe wycieczki, by zahaczyć o DM w którymś z sąsiednich państw.
Jest jednak coś, co może stanowić sporą konkurencję dla produktów Tetesept. Marka Kneipp skrywa w swojej ofercie pewną perełkę, która potrafi przykuć mnie do wanny na kilkanaście, czy kilkadziesiąt minut. Ten zapach, kolor, piana to kotwica, która trzyma mnie zanurzoną w wodzie, a ja wcale nie zamierzam się temu opierać.
Nie lubicie zapachu lawendy? Ja też nie - wiem że ona tu jest, ale jej tu nie wyczuwam, tutaj nie drażni. Nie kręćcie więc nosem, nie opierajcie się - to nie ma sensu.
Nie lubicie wanilii? Uwierzcie mi, nie ma tu nic ulepnego, słodkiego, czy mdlącego.
Wiesiołek? Ups, jak pachnie wiesiołek? Nie mam pojęcia. Jedno powiem - musi pachnieć ŁADNIE.
Opisy, to tylko słowa, a nuty solo, wyrwane z kompozycji, znaczą niewiele.
Tutaj liczy się całość, spójna, harmonijna, kojąca i upojna.
Fioletowa woda, biała, puszysta piana i zapach rozprzestrzeniający się po całej łazience.
Takim zapachem aż chce się oddychać!
Jeśli jakiś produkt miałby konkurować z Teteseptem, to jest to dokładnie Aromatyczny Płyn Pielęgnujący do kąpieli Na Dobranoc od Kneipp.
Myślicie że cena zwali Was z nóg? wcale nie, w promocji w Hebe kosztuje niecałe 14zł. Wiem, bo robiłam zapas :) Ja chcę oddychać takim zapachem, chętnie więc oddam tlen, wymienię, na takie właśnie aromaty.
400ml wystarcza na kilkanaście upojnych kąpieli. Nie mówcie że to mało, bo on robi mi za SPA, za które musiałabym zapłacić sporo więcej.
Po co mi odprężający masaż za stówkę, czy dwie, tym bardziej że mnie on łaskocze. Ciepła, pachnąca kąpiel załatwi sprawę.
Śmiało można kupować w ciemno, ba! nie tylko można, ale i trzeba.
Taki kosmetyk to idealny prezent dla kogoś, a najlepiej egoistycznie - dla samej siebie. Na Mikołajki, czy też z okazji jakiejkolwiek innej niedzieli.
Mam nadzieję że się skusicie i zabierzecie ze sobą do łazienki. Zapach jest tego wart.
Znacie markę Kneipp?
piątek, 4 grudnia 2015
czwartek, 3 grudnia 2015
Zakupy z miesiąca listopada 2015r
Denko, denko i po denku. Przyszła więc pora na zakupy.
A te jak na mnie są wyjątkowo skromne, wszystko jednak wskazuje na to, że grudzień pociągnie mnie jednak po kieszeni.
Nie wybiegajmy może aż tak daleko w przyszłość, dziś zakupowe podsumowanie listopada, a w nim kupiłam co następuje:
W promocji 1+1 za grosz w Hebe, dwa tusze P2 - łącznie 27zł, a w Rossmanie Carmex - 5,35zł
W Hebe podczas promocji na produkty do makijażu twarzy, korektory Catrice miały wyjątkowo dobrą cenę - koszt jednego to 4,79zł, wzięłam więc 010, jak i 020.
Koniecznym zakupem okazały się klipsy do paznokci, pierwsze użycie już za mną, są niebywale pomocne przy ściąganiu hybryd. Z nimi poszło to o wiele szybciej. Koszt w promocji to niecałe 9zł.
To by było na tyle, z drogeryjnych zakupów w listopadzie.
Trochę więcej kupiłam na Targach Lne - tych jednak nie wrzucam do jednego wora z drogeryjnymi.
W tym miesiącu więcej pieniędzy wydałam na odzież sportową i tą trekkingową, kupioną z myślą o wycieczkach w góry wiosną i latem przyszłego roku. Dwie pary spodni Elbrus pochłonęły większą część mojego budżetu, do tego skarpetki, komin i wyrzuty sumienia będą mnie męczyć przez kolejne 2 miesiące.
Na całe szczęście z kosmetyków niczego pilnego mi nie brakuje, więc może z czasem się odkuję finansowo.
A jak Wasze zakupy w minionym miesiącu? Na kosmetyki idzie nadal zbyt dużo pieniędzy?
A te jak na mnie są wyjątkowo skromne, wszystko jednak wskazuje na to, że grudzień pociągnie mnie jednak po kieszeni.
Nie wybiegajmy może aż tak daleko w przyszłość, dziś zakupowe podsumowanie listopada, a w nim kupiłam co następuje:
W promocji 1+1 za grosz w Hebe, dwa tusze P2 - łącznie 27zł, a w Rossmanie Carmex - 5,35zł
W Hebe podczas promocji na produkty do makijażu twarzy, korektory Catrice miały wyjątkowo dobrą cenę - koszt jednego to 4,79zł, wzięłam więc 010, jak i 020.
Koniecznym zakupem okazały się klipsy do paznokci, pierwsze użycie już za mną, są niebywale pomocne przy ściąganiu hybryd. Z nimi poszło to o wiele szybciej. Koszt w promocji to niecałe 9zł.
To by było na tyle, z drogeryjnych zakupów w listopadzie.
Trochę więcej kupiłam na Targach Lne - tych jednak nie wrzucam do jednego wora z drogeryjnymi.
W tym miesiącu więcej pieniędzy wydałam na odzież sportową i tą trekkingową, kupioną z myślą o wycieczkach w góry wiosną i latem przyszłego roku. Dwie pary spodni Elbrus pochłonęły większą część mojego budżetu, do tego skarpetki, komin i wyrzuty sumienia będą mnie męczyć przez kolejne 2 miesiące.
Na całe szczęście z kosmetyków niczego pilnego mi nie brakuje, więc może z czasem się odkuję finansowo.
A jak Wasze zakupy w minionym miesiącu? Na kosmetyki idzie nadal zbyt dużo pieniędzy?
środa, 2 grudnia 2015
Projekt denko - listopad 2015r
Denko opóźnione z powodu przeziębienia i zmęczenia, pojawia się na blogu dopiero dziś.
I mimo iż w pokoju bałagan totalny, bo najpierw muszę wszystko wyrzucić z szafek, by móc posprzątać, stwierdziłam że nie mogę dłużej zwlekać i najwyższy czas wyrzucić puste opakowania.
Wbrew pozorom nie ma tego zbyt wiele, niemniej jednak jest więcej niż oczekiwałam.
- Bioderma Sensibio H2O, płyn micelarny, obowiązkowo zawsze stoi na półce. Rewelacyjny produkt.
- Seboradin. z naftą kosmetyczną. Maska - kuracja do włosów zmęczonych, pozbawionych witalności, przesuszonych. Kosmetyk średni, po prostu przeciętny. recenzja
- Phyto odżywka do włosów farbowanych, o niej napiszę wkrótce
- Elseve odżywka do włosów farbowanych - dobra, choć szału nie ma
- Mrs Potters szampon odbudowa i nawilżanie - przyjemnie mi się go używało, do tego okazał się bardzo wydajny.
- Venus żel do hig. intymnej z korą dębu - miałam już kiedyś ten żel, ale do ulubieńców go raczej nie zaliczę.
- Tutti Frutti peeling jeżyna i malina. Uwielbiam te peelingi. Skuteczne, mocne i do tego ładnie pachną. recenzja
- Tetesept Schaumwelten Herzenswarme. recenzja
- Tetesept: Mandelmilch. Żałuję że nie mam dostępu do saszetek marki Tetesept, tę z pewnością jeszcze kupię. recenzja
- Luksja. Care pro Restore żel z masłem Shea. Żel okazał się dużym zaskoczeniem, nie myślałam że używanie go sprawi mi tyle frajdy. Świetny zapach, przyjemna konsystencja. Będę chciała do niego wrócić.
- Ziaja. Sopot Spa żel - uwielbiam za zapach, za wydajność. Mniej lubię za nieporęczną, dużą butelkę.
- Isana żel do golenia - mam wrażenie że ich jakość jednak się poprawiła i znów działają tak jak przedtem.
- Gillette żel do golenia - bardzo przypadł mi do gustu. Był gęsty i dawał kremową pianę recenzja
- Ziaja płyn do płukania jamy ustnej - tani, a wcale nie gorszy od tych, które cenią się dwukrotnie wyżej. recenzja
- Elmex pasta, wariant przeciw erozji zupełnie mi nie odpowiada
- mini pasta Colgate - ot po prostu myje, do Lacalut jej daleko
- Purederm maseczka w formie płatków kolagenowych - moje kolejne opakowanie, z pewnością nie ostatnie. Nawilża, poprawia napięcie skóry pod oczami, dobrze sprawdza się też jako zabezpieczenie podczas robienia makijażu oczu.
- masa próbek zapachów
- Avon tusz Mega Effects. Nie ma się co obawiać szczoteczki, da się ją opanować. Niemniej jednak wymaga więcej pracy. recenzja
- Astor tusz - poprawny
- cień biały - używam ich przy każdym makijażu, inne jasne odcienie nie potrafią tak podkreślić wewnętrznego kącika.
- Purederm maska złuszczająca do stóp - kolejny już raz mam okazję je stosować. Każdorazowo efekt mnie satysfakcjonuje.
- płatki Tami - lubię, bo są tanie.
- Ava ampułki nawilżające - świetne! recenzja
Jak projekt denko poszedł Wam w tym miesiącu? Jest kosmetyk ze zużycia którego szczególnie się cieszycie, czy też wprost przeciwnie?
I mimo iż w pokoju bałagan totalny, bo najpierw muszę wszystko wyrzucić z szafek, by móc posprzątać, stwierdziłam że nie mogę dłużej zwlekać i najwyższy czas wyrzucić puste opakowania.
Wbrew pozorom nie ma tego zbyt wiele, niemniej jednak jest więcej niż oczekiwałam.
- Bioderma Sensibio H2O, płyn micelarny, obowiązkowo zawsze stoi na półce. Rewelacyjny produkt.
- Seboradin. z naftą kosmetyczną. Maska - kuracja do włosów zmęczonych, pozbawionych witalności, przesuszonych. Kosmetyk średni, po prostu przeciętny. recenzja
- Phyto odżywka do włosów farbowanych, o niej napiszę wkrótce
- Elseve odżywka do włosów farbowanych - dobra, choć szału nie ma
- Mrs Potters szampon odbudowa i nawilżanie - przyjemnie mi się go używało, do tego okazał się bardzo wydajny.
- Venus żel do hig. intymnej z korą dębu - miałam już kiedyś ten żel, ale do ulubieńców go raczej nie zaliczę.
- Tutti Frutti peeling jeżyna i malina. Uwielbiam te peelingi. Skuteczne, mocne i do tego ładnie pachną. recenzja
- Tetesept Schaumwelten Herzenswarme. recenzja
- Tetesept: Mandelmilch. Żałuję że nie mam dostępu do saszetek marki Tetesept, tę z pewnością jeszcze kupię. recenzja
- Luksja. Care pro Restore żel z masłem Shea. Żel okazał się dużym zaskoczeniem, nie myślałam że używanie go sprawi mi tyle frajdy. Świetny zapach, przyjemna konsystencja. Będę chciała do niego wrócić.
- Ziaja. Sopot Spa żel - uwielbiam za zapach, za wydajność. Mniej lubię za nieporęczną, dużą butelkę.
- Isana żel do golenia - mam wrażenie że ich jakość jednak się poprawiła i znów działają tak jak przedtem.
- Gillette żel do golenia - bardzo przypadł mi do gustu. Był gęsty i dawał kremową pianę recenzja
- Ziaja płyn do płukania jamy ustnej - tani, a wcale nie gorszy od tych, które cenią się dwukrotnie wyżej. recenzja
- Elmex pasta, wariant przeciw erozji zupełnie mi nie odpowiada
- mini pasta Colgate - ot po prostu myje, do Lacalut jej daleko
- Purederm maseczka w formie płatków kolagenowych - moje kolejne opakowanie, z pewnością nie ostatnie. Nawilża, poprawia napięcie skóry pod oczami, dobrze sprawdza się też jako zabezpieczenie podczas robienia makijażu oczu.
- masa próbek zapachów
- Avon tusz Mega Effects. Nie ma się co obawiać szczoteczki, da się ją opanować. Niemniej jednak wymaga więcej pracy. recenzja
- Astor tusz - poprawny
- cień biały - używam ich przy każdym makijażu, inne jasne odcienie nie potrafią tak podkreślić wewnętrznego kącika.
- Purederm maska złuszczająca do stóp - kolejny już raz mam okazję je stosować. Każdorazowo efekt mnie satysfakcjonuje.
- płatki Tami - lubię, bo są tanie.
- Ava ampułki nawilżające - świetne! recenzja
Jak projekt denko poszedł Wam w tym miesiącu? Jest kosmetyk ze zużycia którego szczególnie się cieszycie, czy też wprost przeciwnie?
piątek, 27 listopada 2015
Tetesept: Mandelmilch. Kremowa piana z olejkiem migdałowym i solą morską.
Kąpielowe umilacze - tego potrzebuję każdego dnia. Mycie bez nich, to to samo, co wejście do pustej wanny. Sama woda to za mało, musi być zapach, piana i przyjemność.
Nikogo nie powinny więc już dziwić, kolejne dodatki do kąpieli pojawiające się na moim blogu, zafiksowałam się na uprzyjemnianie sobie tych chwil.
Tetesept nie jest też zaskoczeniem - firma potrafi rozpieszczać swoich klientów mnogością wariantów zapachowych.
Saszetek do tej pory nie pojawiało się wiele, stawiam bowiem raczej na większe pojemności, bo po prostu nie lubię się ograniczać. Są one jednak na tyle kuszącym kąskiem, że bez wyrzutów sumienia dorzuca się je bezkarnie do wakacyjnych koszyków zakupowych.
Stanowią przy tym miłą odmianę i są zawsze wielką niewiadomą, tym bardziej jeśli nie zna się języka ;)
Mandelmilch zdradza się grafiką, to po niej wydedukowałam w drogerii czego mogę się spodziewać. Resztę podpowiedział tłumacz google.
Kremowa piana, do tego sól morska i olej migdałowy, a może raczej mleczko migdałowe, niemieckojęzyczni raczą wiedzieć.
Ja wiem swoje, czyli to, jak mnie owa saszetka rozpieszczała w wannie.
Woda z odrobiną mlecznego koloru, do tego piana i delikatny, kremowy zapach. Niczego więcej mi nie potrzeba. Odprężająca kąpiel już działa i nie ważne że łazienka mała, że nie ma tu złota, ja nie Kleopatra, ale mam swoją namiastkę mlecznej kąpieli.
Bezkarnie wsypałam całą saszetkę na raz, choć zazwyczaj chytrze je dzielę na pół. Raz się żyje! i raz przyjdzie umierać.
Gdybym i ją podzieliła, z pewnością zapach i cały efekt byłyby zbyt subtelne. Przy niej nie warto się hamować, jak szaleć to szaleć.
Delikatność pozwoliła się wyciszyć, odprężyć i wygłuszyć galopujące myśli. Tylko stopy uparcie pulsowały po całym zabieganym dniu, ale po tych 10 minutach w wannie i do nich dotarło, że najwyższy czas się wyłączyć.
Jeśli wracacie z urlopu, a dostaje Wam w portfelach kilka monet, najlepszym ich zainwestowaniem będzie właśnie kilka saszetek kąpielowych umilaczy. Jak wrócicie do swojej codzienności, z przyjemnością sięgniecie po taką namiastkę i wspomnienie wakacji, bądź też będzie to oderwanie od szarej rzeczywistości. Chwila relaksu, odskoczni i przyjemności, której z pewnością Wam już potrzeba.
Mandelmilch ze swoim subtelnym zapachem będzie przyjemnym tłem, nie będzie gryzł się z nutami żelu pod prysznic, czy też peelingu do ciała. Przez to jest też bezpiecznym upominkiem z wakacji dla bliskich Wam osób.
Pisząc tę notkę rano, mogę śmiało napisać: "byle do wieczornej kąpieli" i takie motto niech przyświeca nam przez te kilkadziesiąt nadchodzących chłodnych dni.
a wieczorem wyciągnę rękę, by wybrać kolejne:
Nikogo nie powinny więc już dziwić, kolejne dodatki do kąpieli pojawiające się na moim blogu, zafiksowałam się na uprzyjemnianie sobie tych chwil.
Tetesept nie jest też zaskoczeniem - firma potrafi rozpieszczać swoich klientów mnogością wariantów zapachowych.
Saszetek do tej pory nie pojawiało się wiele, stawiam bowiem raczej na większe pojemności, bo po prostu nie lubię się ograniczać. Są one jednak na tyle kuszącym kąskiem, że bez wyrzutów sumienia dorzuca się je bezkarnie do wakacyjnych koszyków zakupowych.
Stanowią przy tym miłą odmianę i są zawsze wielką niewiadomą, tym bardziej jeśli nie zna się języka ;)
Mandelmilch zdradza się grafiką, to po niej wydedukowałam w drogerii czego mogę się spodziewać. Resztę podpowiedział tłumacz google.
Kremowa piana, do tego sól morska i olej migdałowy, a może raczej mleczko migdałowe, niemieckojęzyczni raczą wiedzieć.
Ja wiem swoje, czyli to, jak mnie owa saszetka rozpieszczała w wannie.
Woda z odrobiną mlecznego koloru, do tego piana i delikatny, kremowy zapach. Niczego więcej mi nie potrzeba. Odprężająca kąpiel już działa i nie ważne że łazienka mała, że nie ma tu złota, ja nie Kleopatra, ale mam swoją namiastkę mlecznej kąpieli.
Bezkarnie wsypałam całą saszetkę na raz, choć zazwyczaj chytrze je dzielę na pół. Raz się żyje! i raz przyjdzie umierać.
Gdybym i ją podzieliła, z pewnością zapach i cały efekt byłyby zbyt subtelne. Przy niej nie warto się hamować, jak szaleć to szaleć.
Delikatność pozwoliła się wyciszyć, odprężyć i wygłuszyć galopujące myśli. Tylko stopy uparcie pulsowały po całym zabieganym dniu, ale po tych 10 minutach w wannie i do nich dotarło, że najwyższy czas się wyłączyć.
Jeśli wracacie z urlopu, a dostaje Wam w portfelach kilka monet, najlepszym ich zainwestowaniem będzie właśnie kilka saszetek kąpielowych umilaczy. Jak wrócicie do swojej codzienności, z przyjemnością sięgniecie po taką namiastkę i wspomnienie wakacji, bądź też będzie to oderwanie od szarej rzeczywistości. Chwila relaksu, odskoczni i przyjemności, której z pewnością Wam już potrzeba.
Mandelmilch ze swoim subtelnym zapachem będzie przyjemnym tłem, nie będzie gryzł się z nutami żelu pod prysznic, czy też peelingu do ciała. Przez to jest też bezpiecznym upominkiem z wakacji dla bliskich Wam osób.
Pisząc tę notkę rano, mogę śmiało napisać: "byle do wieczornej kąpieli" i takie motto niech przyświeca nam przez te kilkadziesiąt nadchodzących chłodnych dni.
a wieczorem wyciągnę rękę, by wybrać kolejne:
Subskrybuj:
Posty (Atom)


