piątek, 27 listopada 2015

Tetesept: Mandelmilch. Kremowa piana z olejkiem migdałowym i solą morską.

Kąpielowe umilacze - tego potrzebuję każdego dnia. Mycie bez nich, to to samo, co wejście do pustej wanny. Sama woda to za mało, musi być zapach, piana i przyjemność.
Nikogo nie powinny więc już dziwić, kolejne dodatki do kąpieli pojawiające się na moim blogu, zafiksowałam się na uprzyjemnianie sobie tych chwil.
Tetesept nie jest też zaskoczeniem - firma potrafi rozpieszczać swoich klientów mnogością wariantów zapachowych.

Saszetek do tej pory nie pojawiało się wiele, stawiam bowiem raczej na większe pojemności, bo po prostu nie lubię się ograniczać. Są one jednak na tyle kuszącym kąskiem, że bez wyrzutów sumienia dorzuca się je bezkarnie do wakacyjnych koszyków zakupowych.

Stanowią przy tym miłą odmianę i są zawsze wielką niewiadomą, tym bardziej jeśli nie zna się języka ;)

Mandelmilch zdradza się grafiką, to po niej wydedukowałam w drogerii czego mogę się spodziewać. Resztę podpowiedział tłumacz google.


Kremowa piana, do tego sól morska i olej migdałowy, a może raczej mleczko migdałowe, niemieckojęzyczni raczą wiedzieć.
Ja wiem swoje, czyli to, jak mnie owa saszetka rozpieszczała w wannie.

Woda z odrobiną mlecznego koloru, do tego piana i delikatny, kremowy zapach. Niczego więcej mi nie potrzeba. Odprężająca kąpiel już działa i nie ważne że łazienka mała, że nie ma tu złota, ja nie Kleopatra, ale mam swoją namiastkę mlecznej kąpieli.

Bezkarnie wsypałam całą saszetkę na raz, choć zazwyczaj chytrze je dzielę na pół. Raz się żyje! i raz przyjdzie umierać.
Gdybym i ją podzieliła, z pewnością zapach i cały efekt byłyby zbyt subtelne. Przy niej nie warto się hamować, jak szaleć to szaleć.
Delikatność pozwoliła się wyciszyć, odprężyć i wygłuszyć galopujące myśli. Tylko stopy uparcie pulsowały po całym zabieganym dniu, ale po tych 10 minutach w wannie i do nich dotarło, że najwyższy czas się wyłączyć.



Jeśli wracacie z urlopu, a dostaje Wam w portfelach kilka monet, najlepszym ich zainwestowaniem będzie właśnie kilka saszetek kąpielowych umilaczy. Jak wrócicie do swojej codzienności, z przyjemnością sięgniecie po taką namiastkę i wspomnienie wakacji, bądź też będzie to oderwanie od szarej rzeczywistości. Chwila relaksu, odskoczni i przyjemności, której z pewnością Wam już potrzeba.

Mandelmilch ze swoim subtelnym zapachem będzie przyjemnym tłem, nie będzie gryzł się z nutami żelu pod prysznic, czy też peelingu do ciała. Przez to jest też bezpiecznym upominkiem z wakacji dla bliskich Wam osób.

Pisząc tę notkę rano, mogę śmiało napisać: "byle do wieczornej kąpieli" i takie motto niech przyświeca nam przez te kilkadziesiąt nadchodzących chłodnych dni.

a wieczorem wyciągnę rękę, by wybrać kolejne: 


6 komentarzy:

  1. same opakowanie mnie przyciaga ^^

    OdpowiedzUsuń
  2. Przekonałaś mnie do wypróbowania ich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto, koniecznie trzeba się tak rozpieszczać.

      Usuń
  3. Każda z nich jest rewelacyjna opisem, a nawilżeniem tym bardziej będzie super po zapewnieniach producenta :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Latem nie dodaję nic do kąpieli, żadnych soli, płynów czy olejków bo zazwyczaj szybko wychodzę z wanny. Za to zimą pozwalam sobie na długie kąpiele koniecznie z umilaczami :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Coś dla mnie :) uwielbiam kąpiele

    OdpowiedzUsuń