Płyn Bioderma Sensibio H2O jest chyba większości z Was znany, przez jednych uwielbiany i zużywany w hurtowych ilościach, pozostała część z pewnością słyszała o jego istnieniu.
Dla mnie to podstawa skutecznego oczyszczania twarzy. Delikatny, bezpieczny dla wrażliwej cery, bezbłędnie rozprawia się z podkładem, tuszem i mocnym makijażem oczu.
Byłam niezmiernie ciekawa jak prezentuje się wersja AR, w stosunku do klasycznego Sensibio.
Miałam już wersję Sebium, która dla mnie była zbyt wysuszająca w codziennej pielęgnacji, miałam nawilżający wariant płynu micelarnego Hydrabio, ulubiłam sobie natomiast Sensibio.
Seria AR skierowana jest dla cery z problemami naczynkowymi, ja takowej nie posiadam, jednak nie widziałam przeciwskazań by nie przetestować jej na własnej skórze.
Dostępne już w sprzedaży opakowanie praktycznie nie różni się od klasyka Sensibio (moje ma jeszcze info-NOWOŚĆ). Patrząc od przodu, można przegapić ten mały dopisek AR i wziąć go za tak lubiany przez wszystkich płyn. Dopiero na odwrocie znajdują się informacje, dla jakiego typu cery przeznaczony jest ten kosmetyk.
Jeśli jednak omyłkowo kupicie AR, nie widzę potrzeby zwracania do, czy też oddawania komuś znajomemu. Według mnie nie różni się on niczym od klasyka.
Tak samo skutecznie rozprawia się z makijażem, nadal cechuje się delikatnością i sporą wydajnością. Nie widzę między nimi żadnej różnicy.
Niezależnie czy używam kremu CC, czy też cięższego, mocniej kryjącego podkładu, nakładanego dodatkowo na bazę - płyn ten radzi sobie doskonale z usunięciem makijażu z twarzy.
Podobnie z tuszem, cieniami na bazie, eyelinerem w dość mocnych, nasyconych barwach - rozprawia się z nimi szybko, bez podrażniania oczu.
Produkt marzenie.
Jeśli będziecie miały kiedyś okazję kupić tę wersję w niższej cenie niż klasyk, nie wahajcie się. Dla mnie są identyczne, równie skuteczne i delikatne.
piątek, 4 lipca 2014
czwartek, 3 lipca 2014
Yasumi. Konjac Sponge - Pure
Gąbki Yasumi Konjac na stałe zagościły w mojej pielęgnacji. Nie wyobrażam sobie dnia bez ich użycia. Dopiero z nimi czuję, że skóra jest porządnie oczyszczona, świeża i gładka w dotyku.
Jeśli spróbujecie, będziecie wiedzieć o co mi chodzi.
Różnice czuć kiedy dotykam twarzy, jak również w ilości suchych skórek, bo mam wrażenie że masaż nią pozwala jednak przeciwdziałać ich niekontrolowanemu istnieniu.
Gąbka w wariancie Pure, to kolejna jaką używam.
Poprzednio stosowaną opisałam tutaj:
Gąbka Konjac - Bamboo Charcoal
Wiem również że przy okazji Targów kosmetycznych z pewnością kupię kolejne.
Mała, niepozorna gąbka, po zanurzeniu w wodzie staje się miękka, o połowę większa i gotowa do użycia.
Świetnie leży w ręce, rozmiar S to idealne gabaryty.
Masaż nią to niesamowita przyjemność, dla mnie samej, jak i dla mojej skóry.
Czuję że moja skóra jest rzeczywiście oczyszczona, gładka, miła w dotyku i jędrna. Dopiero z tą gąbką skóra jest odświeżona, czysta, bez uczucia ściągnięcia, pobudzona przez lekki masaż.
Mam wrażenie że poprzez masaż gąbką Konjac, systematyczny, bo codzienny, skóra nabiera zdrowego kolorytu, jest lepiej dotleniona.
Wszak ten delikatny, ale dokładnie wykonany masaż, nie może zostać obojętny naszej skórze.
Gąbki nie powodują w moim przypadku żadnych efektów niepożądanych, zarówno poprzednio używana wersja, jak i ta Pure.
Obie nie sprawiają problemów podczas stosowania, jak i potem w czasie swojego "odpoczynku". Zaraz po myciu trafia do pokoju, nigdy nie zostawiam jej w wilgotnej i dusznej łazience.
Suszy się wisząc na sznureczku.
Tak traktowana gąbka posłuży nam długi czas. Należy pilnować tego, gdzie ją trzymamy, by długo pozostała świeża.
Nie widzę żadnych minusów, jestem nią dalej zachwycona, a Wam serdecznie polecam.
Wiem że dalej będę jej wierna.
Gąbki można kupić na Targach Kosmetycznych (ja swoje zapasy zrobiłam na tych w Warszawie, jak i w Krakowie) możliwe jest również zamówienie ich przez stronę internetową.
http://yasumi.eu/yasumi-konjac-sponge/968-pure-konjac-sponge.html
Jeśli spróbujecie, będziecie wiedzieć o co mi chodzi.
Różnice czuć kiedy dotykam twarzy, jak również w ilości suchych skórek, bo mam wrażenie że masaż nią pozwala jednak przeciwdziałać ich niekontrolowanemu istnieniu.
Gąbka w wariancie Pure, to kolejna jaką używam.
Poprzednio stosowaną opisałam tutaj:
Gąbka Konjac - Bamboo Charcoal
Wiem również że przy okazji Targów kosmetycznych z pewnością kupię kolejne.
Mała, niepozorna gąbka, po zanurzeniu w wodzie staje się miękka, o połowę większa i gotowa do użycia.
Świetnie leży w ręce, rozmiar S to idealne gabaryty.
Masaż nią to niesamowita przyjemność, dla mnie samej, jak i dla mojej skóry.
Czuję że moja skóra jest rzeczywiście oczyszczona, gładka, miła w dotyku i jędrna. Dopiero z tą gąbką skóra jest odświeżona, czysta, bez uczucia ściągnięcia, pobudzona przez lekki masaż.
Mam wrażenie że poprzez masaż gąbką Konjac, systematyczny, bo codzienny, skóra nabiera zdrowego kolorytu, jest lepiej dotleniona.
Wszak ten delikatny, ale dokładnie wykonany masaż, nie może zostać obojętny naszej skórze.
Gąbki nie powodują w moim przypadku żadnych efektów niepożądanych, zarówno poprzednio używana wersja, jak i ta Pure.
Obie nie sprawiają problemów podczas stosowania, jak i potem w czasie swojego "odpoczynku". Zaraz po myciu trafia do pokoju, nigdy nie zostawiam jej w wilgotnej i dusznej łazience.
Suszy się wisząc na sznureczku.
Tak traktowana gąbka posłuży nam długi czas. Należy pilnować tego, gdzie ją trzymamy, by długo pozostała świeża.
Nie widzę żadnych minusów, jestem nią dalej zachwycona, a Wam serdecznie polecam.
Wiem że dalej będę jej wierna.
Gąbki można kupić na Targach Kosmetycznych (ja swoje zapasy zrobiłam na tych w Warszawie, jak i w Krakowie) możliwe jest również zamówienie ich przez stronę internetową.
http://yasumi.eu/yasumi-konjac-sponge/968-pure-konjac-sponge.html
środa, 2 lipca 2014
Zakupy z miesiąca czerwca
Czerwiec nazwałabym miesiącem dość przemyślanych wydatków, mówię "dość", bo zapewne dla niektórych nie są one konieczne.
Nie było w nim zakupów spontanicznych, zagościły u mnie produkty o których myślałam już od dłuższego czasu. Większość zakupiona w promocyjnych cenach, co dodatkowo usprawiedliwia rozpustę.
Pierwsze zakupy, to oczywiście efekt promocji w Drogerii Natura na kosmetyki do ust. Kup jeden, a drugi dostaniesz za 1 grosz.
Efektem tych zakupów są pomadki:
- L'Oreal Rouge Caresse 103 Sweet Berry
- L'Oreal Rouge Caresse 101 Tempting Lilac
- Maybelline Color Whisper Lipstick 160, 310 oraz 530
- Astor, Soft Sensation Lipcolor Butter w odcieniu 011 Feeling Feline
W Inglot kupiłam grzebyk do rozczesywania rzęs - cena około 18zł
W Hebe skorzystałam z promocji, jak była na produkty do makijażu ust tej marki.
Dodatkowo wykorzystałam kod na -10zł przy zakupach powyżej 50zł, który w tamtym czasie obowiązywał.
Spełniłam swoje marzenie o L'Oreal Rouge Caresse nr 102 Mauve Cherrie, oraz L'oreal Extraordinaire w kolor 500.
Ostatnie zakupy to wymarzony od jakiegoś czas podkład dr Irena Eris Provoke Matt nr 210, w promocji w Hebe kosztował 59,49zł, oraz odżywka do rzęs Oceanic Long 4 Lashes - 55,29zł .
Myślę że nie jest tego dużo, a biorąc pod uwagę, że wszystkie te rzeczy chodziły mi po głowie, czuję się trochę rozgrzeszona.
Nie było w nim zakupów spontanicznych, zagościły u mnie produkty o których myślałam już od dłuższego czasu. Większość zakupiona w promocyjnych cenach, co dodatkowo usprawiedliwia rozpustę.
Pierwsze zakupy, to oczywiście efekt promocji w Drogerii Natura na kosmetyki do ust. Kup jeden, a drugi dostaniesz za 1 grosz.
Efektem tych zakupów są pomadki:
- L'Oreal Rouge Caresse 103 Sweet Berry
- L'Oreal Rouge Caresse 101 Tempting Lilac
- Maybelline Color Whisper Lipstick 160, 310 oraz 530
- Astor, Soft Sensation Lipcolor Butter w odcieniu 011 Feeling Feline
W Hebe skorzystałam z promocji, jak była na produkty do makijażu ust tej marki.
Dodatkowo wykorzystałam kod na -10zł przy zakupach powyżej 50zł, który w tamtym czasie obowiązywał.
Spełniłam swoje marzenie o L'Oreal Rouge Caresse nr 102 Mauve Cherrie, oraz L'oreal Extraordinaire w kolor 500.
Ostatnie zakupy to wymarzony od jakiegoś czas podkład dr Irena Eris Provoke Matt nr 210, w promocji w Hebe kosztował 59,49zł, oraz odżywka do rzęs Oceanic Long 4 Lashes - 55,29zł .
Myślę że nie jest tego dużo, a biorąc pod uwagę, że wszystkie te rzeczy chodziły mi po głowie, czuję się trochę rozgrzeszona.
wtorek, 1 lipca 2014
Projekt denko - czerwiec 2014r
Czerwiec już za nami, pora więc na denko.
Nie jest tych produktów dużo, jednak część z nich posiada większy gabaryt, zajmowały więc w mojej torbie sporo miejsca.
Z ulgą wyrzucę te produkty i zabieram się za zużywanie kolejnych kosmetyków.
- Isana, Rasier Gel, jedyna odmiana to to, że jest to tym razem wersja brzoskwiniowa, zazwyczaj sięgam po klasyczną. Rewelacyjny produkt w niskiej cenie. Tworzy kremową pianę, która ułatwia golenie bez podrażnień.
- Yves Rocher Jardins du Monde. Grejpfrut z Florydy. Żel pod prysznic o niesamowicie orzeźwiającym zapachu. Obok wersji kawowej, jeden z moich ulubionych. Opakowanie jak zwykle na minus, zamknięcie sprawia spore trudności, jest dużym wyzwaniem dla paznokci.
- Delia. Good Foot. Sól ziołowa do kąpieli stóp, produkt bez rewelacji, zdecydowanie bardziej odpowiada mi Nivelazione. Tutaj zamieściłam recenzję
- frei oliwka do masażu
- Farmona, Magic Spa. Energia pomarańczy. Olejek nie podbił mojego serca, właściwości pielęgnacyjne znikome, o ile nie żadne recenzja
- Lirene. Witaminowy żel pod prysznic. Najgorszy żel ostatnich lat. Zapach mnie drażnił, odrzucał, używanie go było niestety męczarnią.
- saszetka żelu Original Source, zużyta na wyjeździe, nie przepadam za żelami tej marki, wysuszają mi skórę, ale na jednokrotne użycie próbka sprawdziła się doskonale.
- Casting farba 513 Mroźne Trufle, znów zapragnęłam chłodniejszych brązów.
- John Frieda. Brilliant Brunette. Szampon i odżywka. Świetny duet, który rozpieszcza moje włosy. Kupię ponownie. recenzja
- Pasta do zębów dr Hauschka mocno miętowa - specyficzny, ostry smak. Dużego opakowania chyba bym nie zniosła.
- płatki Tami, jak co miesiąc. Tanie, dobrze wykonane, nie rwą się, polecam.
- Yoskine. Szafirowy peeling przeciwzmarszczkowy. Mocny zdzierak, który solidnie pozwala oczyścić twarz z martwego naskórka. recenzja Kolejne opakowanie w użyciu.
- Stiefel. Physiogel Żel myjący do twarz. Zbyt delikatny jak dla mnie, będę trzymać się od niego z daleka, potrzebuję lepszego oczyszczenia. recenzja
- Avene, Płyn micelarny. Mam co do niego mieszane uczucia, kiedyś był moim nr 2, bardzo go lubiłam, natomiast tym razem mnie podrażniał i nie domywał. Wrócę za jakiś czas do niego, by przekonać się, czy to tylko chwilowe i czy przyczyną była moja cera, być może nadwrażliwa w tym okresie. recenzja
- Pat&Rub. BBB Jaśniejszy. Produkt o którym nie mogę napisać żadnej recenzji, oprócz tego że zepsuł się nim zaczęłam go używać, pomimo właściwego przechowywania w pokoju, w zacienionej szafce, w kartoniku. Cieszyłam się na myśl że będę go używać, wydawało mi się że odpowiednią dla niego porą będzie wiosna. Opakowanie super, smukłe, z pompką, higieniczne, jednak pierwsze naciśnięcia pompki i wypływała sama woda. Naciskałam ile wlezie, długo, długo leciała sama żółta woda :( potem rozwarstwiony, pociemniały produkt, rozbabrany z wodą :( Data ważności była w porządku, przechowywanie również, tym większy żal i niesmak.
Miałam go już wyrzucić jakiś czas temu, sama nie wiedziałam co zrobić.
Teraz ostatecznie ląduje w koszu.
- Born Bio. Woda micelarna dla niemowląt. Zużyłam jako tonik na twarz i dekolt.
- Yasumi Ampułka z wit. C, recenzję zamieszczę wkrótce, robiąc zbiorczą notkę o tej i innej ampułce Yasumi.
- Acne Camouflage, kiedyś często sięgałam po ten leczniczy korektor, jednak jego kolor był już mocno zbyt ciemny podczas zimy i wiosny.
- Plaster na nos Purederm, napiszę o nich recenzję niebawem.
- Różności: zalotka, próbka z 3 kroków Clinique - żel, miniaturka kremu Yoskine 60+ zużyta jako krem do rąk, próbka toniku Zepter, mini tester podkładu Gosh, testerownik kamuflaży-podkładów, puder Pupa, lakiery Maybelline oraz Hean. eyeliner Manhattan, błyszczyki
- próbki perfum.
Z ulgą wyrzucam puste opakowania, bądź te pełne, jak w przypadku Pat&Rub.
A jak Wam minął czerwiec? Denka obfite?
Nie jest tych produktów dużo, jednak część z nich posiada większy gabaryt, zajmowały więc w mojej torbie sporo miejsca.
Z ulgą wyrzucę te produkty i zabieram się za zużywanie kolejnych kosmetyków.
- Isana, Rasier Gel, jedyna odmiana to to, że jest to tym razem wersja brzoskwiniowa, zazwyczaj sięgam po klasyczną. Rewelacyjny produkt w niskiej cenie. Tworzy kremową pianę, która ułatwia golenie bez podrażnień.
- Yves Rocher Jardins du Monde. Grejpfrut z Florydy. Żel pod prysznic o niesamowicie orzeźwiającym zapachu. Obok wersji kawowej, jeden z moich ulubionych. Opakowanie jak zwykle na minus, zamknięcie sprawia spore trudności, jest dużym wyzwaniem dla paznokci.
- Delia. Good Foot. Sól ziołowa do kąpieli stóp, produkt bez rewelacji, zdecydowanie bardziej odpowiada mi Nivelazione. Tutaj zamieściłam recenzję
- frei oliwka do masażu
- Farmona, Magic Spa. Energia pomarańczy. Olejek nie podbił mojego serca, właściwości pielęgnacyjne znikome, o ile nie żadne recenzja
- Lirene. Witaminowy żel pod prysznic. Najgorszy żel ostatnich lat. Zapach mnie drażnił, odrzucał, używanie go było niestety męczarnią.
- saszetka żelu Original Source, zużyta na wyjeździe, nie przepadam za żelami tej marki, wysuszają mi skórę, ale na jednokrotne użycie próbka sprawdziła się doskonale.
- Casting farba 513 Mroźne Trufle, znów zapragnęłam chłodniejszych brązów.
- John Frieda. Brilliant Brunette. Szampon i odżywka. Świetny duet, który rozpieszcza moje włosy. Kupię ponownie. recenzja
- Pasta do zębów dr Hauschka mocno miętowa - specyficzny, ostry smak. Dużego opakowania chyba bym nie zniosła.
- płatki Tami, jak co miesiąc. Tanie, dobrze wykonane, nie rwą się, polecam.
- Yoskine. Szafirowy peeling przeciwzmarszczkowy. Mocny zdzierak, który solidnie pozwala oczyścić twarz z martwego naskórka. recenzja Kolejne opakowanie w użyciu.
- Stiefel. Physiogel Żel myjący do twarz. Zbyt delikatny jak dla mnie, będę trzymać się od niego z daleka, potrzebuję lepszego oczyszczenia. recenzja
- Avene, Płyn micelarny. Mam co do niego mieszane uczucia, kiedyś był moim nr 2, bardzo go lubiłam, natomiast tym razem mnie podrażniał i nie domywał. Wrócę za jakiś czas do niego, by przekonać się, czy to tylko chwilowe i czy przyczyną była moja cera, być może nadwrażliwa w tym okresie. recenzja
- Pat&Rub. BBB Jaśniejszy. Produkt o którym nie mogę napisać żadnej recenzji, oprócz tego że zepsuł się nim zaczęłam go używać, pomimo właściwego przechowywania w pokoju, w zacienionej szafce, w kartoniku. Cieszyłam się na myśl że będę go używać, wydawało mi się że odpowiednią dla niego porą będzie wiosna. Opakowanie super, smukłe, z pompką, higieniczne, jednak pierwsze naciśnięcia pompki i wypływała sama woda. Naciskałam ile wlezie, długo, długo leciała sama żółta woda :( potem rozwarstwiony, pociemniały produkt, rozbabrany z wodą :( Data ważności była w porządku, przechowywanie również, tym większy żal i niesmak.
Miałam go już wyrzucić jakiś czas temu, sama nie wiedziałam co zrobić.
Teraz ostatecznie ląduje w koszu.
- Born Bio. Woda micelarna dla niemowląt. Zużyłam jako tonik na twarz i dekolt.
- Yasumi Ampułka z wit. C, recenzję zamieszczę wkrótce, robiąc zbiorczą notkę o tej i innej ampułce Yasumi.
- Acne Camouflage, kiedyś często sięgałam po ten leczniczy korektor, jednak jego kolor był już mocno zbyt ciemny podczas zimy i wiosny.
- Plaster na nos Purederm, napiszę o nich recenzję niebawem.
- Różności: zalotka, próbka z 3 kroków Clinique - żel, miniaturka kremu Yoskine 60+ zużyta jako krem do rąk, próbka toniku Zepter, mini tester podkładu Gosh, testerownik kamuflaży-podkładów, puder Pupa, lakiery Maybelline oraz Hean. eyeliner Manhattan, błyszczyki
- próbki perfum.
Z ulgą wyrzucam puste opakowania, bądź te pełne, jak w przypadku Pat&Rub.
A jak Wam minął czerwiec? Denka obfite?
Subskrybuj:
Posty (Atom)











