Znana chyba wszystkim Balea, nie podbiła bezwarunkowo mojego serca. Nie wszystkie kosmetyki okazały się niezawodnymi i wspaniałymi. Znalazłam jednak garstkę takich, które sprawdzają się u mnie bardzo dobrze. Jednym z takich kosmetyków jest szampon oczyszczający, a kolejnym - regenerujący z serii Oil Repair.
Wygodna tuba ułatwia z pewnością wydobycie i zużycie kosmetyku do samego końca, choć szampon po otwarciu trzeba szybko łapać, bo nie należy on do bardzo gęstych.
Do atutów tego kosmetyku mogę z pewnością zaliczyć skuteczne i szybkie oczyszczanie włosów i skóry głowy. Co nie wiąże się w jego przypadku z wysuszeniem, czy plątaniem włosów, wręcz przeciwnie, te są sypkie, miękkie i gładkie. Nie ma mowy o trudnych do rozczesania, suchych kołtunach, obce są również tłuste strąki, bo mimo iż moje włosy mają tendencję do obciążania i przetłuszczania, to szampon nie wzmaga tego efektu.
Zapach również jest bardzo przyjemny, choć trudny do opisania. Cena zachęcająco niska, skłania do testowania tych kosmetyków.
Nie mam chyba żadnych zastrzeżeń co do tego szamponu i myślę że w przyszłości, kiedy tylko będę mieć okazję, będę sięgać o ich produkty do pielęgnacji włosów.
Miałyście okazję stosować produkty do pielęgnacji włosów Balea Professional?
poniedziałek, 4 stycznia 2016
niedziela, 3 stycznia 2016
Jesus del Pozo In White EDT - trucizna z białych kwiatów, w dostojnym wydaniu.
Dziś na tapecie zapach, nie należący wcale do tych łatwych. Nie będzie tutaj elastycznej, dopasowanej do większości bylejakości, z perfumami trudno jednak o bycie uniwersalnym. Co kto lubi, tutaj, teraz i w tym momencie.
Kiedyś pchnęłam je w kąt, a teraz mówię im: A czemu nie?
Jest inaczej, nieco ostrzej, drapieżnie, zaczepnie, z przekąsem. Kojarzą mi się z sarkastyczną, kłótliwą i zrzędliwą babą, którą czasem bywam ;) Oczywiście wszystko z przymrużeniem oka, ale inaczej nie umiem oddać ich specyficznej natury
In White to zapach na wskroś kwiatowy, żadna to jednak dziewczęca, lekka kompozycja. Mamy tutaj białe kwiaty, napchane ich tu do wiwatu, ale mimo wszystko nosi mi się je przyjemnie, a reakcja otoczenia? Oni psioczą na wiele innych, mniej inwazyjnych kompozycji, więc kto by się tym przejmował.
Nuty za fragrantica.com:
- nuty głowy: liście bambusa, kwiat cytryny, bergamotka
- nuty serca: frezja, magnolia, kwiat pomarańczy, orchidea, kwiat migdałowca, egipski jaśmin
- nuty bazy: irys, piżmo, nuty pudrowe
Jeśli ktoś kocha Pure Poison, znajdzie w In White swoisty zamiennik, może lżejszy, delikatniejszy, ale nadal w tym właśnie klimacie, a co najważniejsze - sporo tańszy. Już sam kolor opakowania nawiązuje do wspomnianej trucizny Diora, a i do białego kwiatu przy okazji.
Woda toaletowa w takim wydaniu daje długi warkocz, który ciągnie się za nami ku utrapieniu otoczenia. Skrapiam się nim więc delikatnie, nie chcąc się zbytnio narażać, a jeśli i tak kogoś dusi, no cóż, z przekąsem i uśmiech w kąciku ust się przechadzam, tak jak uprzedzałam na początku, sarkastyczna i przekorna ze mnie dziewczyna.
Co kto lubi, dla jednego naręcze pełne, czerwone róże, a dla drugiego gibki i odważny taniec na rurze ;)
30ml z pewnością mi wystarczy, muszę mieć kaprys, by po nie sięgnąć. Nie jest to i dla mnie zapach na co dzień. Musi mieć odpowiednie podłoże i pole do popisu.
Dusiciel w białych, koronkowych rękawiczkach też ma swój urok ;)
Zapach nie zawsze musi być ładny, zwyczajny, układny, czasem odrobina odmiany nie zaszkodzi.
Lubicie próbować nowe zapachy, sięgacie po kompozycje z innych kategorii zapachowych?
Kiedyś pchnęłam je w kąt, a teraz mówię im: A czemu nie?
Jest inaczej, nieco ostrzej, drapieżnie, zaczepnie, z przekąsem. Kojarzą mi się z sarkastyczną, kłótliwą i zrzędliwą babą, którą czasem bywam ;) Oczywiście wszystko z przymrużeniem oka, ale inaczej nie umiem oddać ich specyficznej natury
In White to zapach na wskroś kwiatowy, żadna to jednak dziewczęca, lekka kompozycja. Mamy tutaj białe kwiaty, napchane ich tu do wiwatu, ale mimo wszystko nosi mi się je przyjemnie, a reakcja otoczenia? Oni psioczą na wiele innych, mniej inwazyjnych kompozycji, więc kto by się tym przejmował.
Nuty za fragrantica.com:
- nuty głowy: liście bambusa, kwiat cytryny, bergamotka
- nuty serca: frezja, magnolia, kwiat pomarańczy, orchidea, kwiat migdałowca, egipski jaśmin
- nuty bazy: irys, piżmo, nuty pudrowe
Jeśli ktoś kocha Pure Poison, znajdzie w In White swoisty zamiennik, może lżejszy, delikatniejszy, ale nadal w tym właśnie klimacie, a co najważniejsze - sporo tańszy. Już sam kolor opakowania nawiązuje do wspomnianej trucizny Diora, a i do białego kwiatu przy okazji.
Woda toaletowa w takim wydaniu daje długi warkocz, który ciągnie się za nami ku utrapieniu otoczenia. Skrapiam się nim więc delikatnie, nie chcąc się zbytnio narażać, a jeśli i tak kogoś dusi, no cóż, z przekąsem i uśmiech w kąciku ust się przechadzam, tak jak uprzedzałam na początku, sarkastyczna i przekorna ze mnie dziewczyna.
Co kto lubi, dla jednego naręcze pełne, czerwone róże, a dla drugiego gibki i odważny taniec na rurze ;)
30ml z pewnością mi wystarczy, muszę mieć kaprys, by po nie sięgnąć. Nie jest to i dla mnie zapach na co dzień. Musi mieć odpowiednie podłoże i pole do popisu.
Dusiciel w białych, koronkowych rękawiczkach też ma swój urok ;)
Zapach nie zawsze musi być ładny, zwyczajny, układny, czasem odrobina odmiany nie zaszkodzi.
Lubicie próbować nowe zapachy, sięgacie po kompozycje z innych kategorii zapachowych?
sobota, 2 stycznia 2016
Zakupy z grudnia 2015r
Zakupów jest coraz mniej. Kosmetyczne szaleństwo przemija, jego miejsce zajmują przemyślane wcześniej wydatki i bardzo dobrze mi z tym.
A oto co przybyło mi w grudniu, w krótkich żołnierskich słowach.
Całe zakupy z dnia darmowej dostawy. Wcierka Seboravit, oraz cztery lakiery Semilac, plus brokat do syrenki, radełko i naklejki.
Żel do golenia Isana, zapas zrobiony podczas promocji, kiedy kosztują 6,99zł/szt. Zielony wariant zastąpił chyba pomarańczowy, bo tych nie było już na półkach.
Promocyjne łupy z Hebe. Zestaw Biovax 25,99zł (szampon, odżywka i serum A+E) - zużywam już dwie ostatnie mini odżywki z farb do włosów, więc potrzebowałam czegoś na już.
Pęseta Misslyn - 17,49zł. Poprzednia nadal mi służy, ale wolę mieć pewność, że jak przestanie być tak niezawodna, nie będę musiała płacić za nią pełnej kwoty.
Tak jak pisałam, nie ma tego dużo, ale taki stan jak najbardziej mnie cieszy. Sam przydatne rzeczy, nic zbędnego, nic zbyt drogiego. Oby tak dalej.
Jaki ze swoich zakupów z grudnia uważacie za najbardziej udany?
Może spełniliście jakieś swoje marzenie? A może to ktoś inny je ziścił?
A oto co przybyło mi w grudniu, w krótkich żołnierskich słowach.
Całe zakupy z dnia darmowej dostawy. Wcierka Seboravit, oraz cztery lakiery Semilac, plus brokat do syrenki, radełko i naklejki.
Żel do golenia Isana, zapas zrobiony podczas promocji, kiedy kosztują 6,99zł/szt. Zielony wariant zastąpił chyba pomarańczowy, bo tych nie było już na półkach.
Promocyjne łupy z Hebe. Zestaw Biovax 25,99zł (szampon, odżywka i serum A+E) - zużywam już dwie ostatnie mini odżywki z farb do włosów, więc potrzebowałam czegoś na już.
Pęseta Misslyn - 17,49zł. Poprzednia nadal mi służy, ale wolę mieć pewność, że jak przestanie być tak niezawodna, nie będę musiała płacić za nią pełnej kwoty.
Tak jak pisałam, nie ma tego dużo, ale taki stan jak najbardziej mnie cieszy. Sam przydatne rzeczy, nic zbędnego, nic zbyt drogiego. Oby tak dalej.
Jaki ze swoich zakupów z grudnia uważacie za najbardziej udany?
Może spełniliście jakieś swoje marzenie? A może to ktoś inny je ziścił?
piątek, 1 stycznia 2016
Projekt denko - grudzień 2015r
Za nami rok 2015, wiele w nim było denek, lepszych i gorszych. Myślę że mogę śmiało powiedzieć że zakończyłam miniony rok w bardzo dobrym stylu.
Grudniowe denko obfituje w puste opakowania, jest tutaj też kilku ulubieńców, z którymi z żalem się rozstawałam, ale wiem również że do części z pewnością wrócę, ale o tym już niżej w opisie.
Zapraszam więc do czytania.
- Oral-B 3D White Luxe. Sparkling Fresh. Lubię płyny Oral-B, ich smak nie jest zbyt ostry, ale nadal orzeźwiający. Kolejne opakowanie stoi w łazience, tylko w innym wariancie.
- Tetesept Schaumwelten. Schwerelos. Płyn do kąpieli o delikatnym zapachu. Daje dużą pianę i kolejne opakowanie już jest w łazience.
- Tetesept. Zeit fur Dich. Perełki do kąpieli Verwohmoment - ten zapach jest niesamowity. Będę polować, muszę zrobić spory zapas. Uwielbiam!
- Lierac. Gel Douche Sensoriel. Żel o niesamowitym zapachu 3 białych kwiatów. Ulubieniec wśród żeli, to jak on rozpieszcza trudno opisać słowami. I niech mi ktoś powie że to tylko żel, to powiem "Spróbuj, a nie pożałujesz!"
- Kneipp. Aromatyczne płyny do kąpieli. Na dobranoc - który jest moim faworytem, a to że barwi wodę na fioletowo dodatkowo podnosi jego noty, oraz Przytulna kąpiel z nutą Kardamonu i imbiru.
- Kneipp. Pielęgnujący olejek do kąpieli. Kwiat migdała Jedwabna skóra. Dodaję do kąpieli, gdy skóra pęka i piecze. Daje niesamowite ukojenie. Kolejne butelka już w łazience.
- Luksja CarePro Enrich. Dobry żel pod prysznic, ale ten wariant który gościł w poprzednim denku bardziej rozpieszczał zapachem, choć ten tez nie jest zły.
- Tutti Frutti. Kremowy peeling myjący. Karmel i cynamon. Bardzo przeciętny peeling, do tego męczył mnie zapachem.
- Isana żel do golenia. Zużytych opakowań dziesiątki.
- Nivea mleczko odżywcze, oraz Sally Hansen zmywacz - w zużywaniu pomagała również mama. Zmywacze Sally Hansen polubiła, dobrze bo ja przerzuciłam się na hybrydy, a zapas zrobiłam niemały.
- Tołpa. Batanic. Białe kwiaty. Orzeźwiający tonik-mgiełka 2w1
- Yasumi Delikatny tonik w sprayu - bardzo się z nim polubiłam, jego używanie przynosiło ukojenie skórze
- Yasumi. Maska na noc. Świetny kosmetyk do dłuższej kuracji, oraz dla podratowania stanu skóry doraźnie, raz na jakiś czas.
- Lierac. Hydra-Chrono Rich Nourishing Cream - ta seria Lierac zdecydowanie mi służy
- Colyfine - pomadka do ust, jedna z nielicznych w sztyfcie która się sprawdza.
- Vintage Body Oil. Argan Oil. Masło do ciała - nie, dziękuję!
- Evree Handcare. Odżywczo-ochronny krem do rąk i paznokci. Średni, nic szczególnego
- Seboravit wcierka - recenzja wkrótce.
- odżywka z farby Casting - świetna
- Phyto. Ekspresowe odżywki. Jedynie Volume zrobiła na mnie pozytywne wrażenie.
- Bioelixire ArganOil - serum z olejkiem arganowym do włosów. Bardzo je lubię i będę wracać, bo już mam nawet zapas.
- Biovax. Dwie saszetkowe maski, obie robiły dobrze moim włosom. Teraz mam ochotę na nową - bambusową.
- Jordan. Czyściki Micro, szału nie ma, niezbyt się sprawdzają.
- Laura Mercier.Stick Foundation. Kiedyś lubiłam, szczególnie za krycie i jasny kolor, ale potem poszedł w odstawkę i najwyższy czas się go pozbyć.
- Tami płatki i chusteczki nawilżane Dada, Venus do hig. int. - dobre, co tu dużo gadać.
- masa próbek kosmetyków, wśród których na uwagę zasługuje, balsam La Petit za zapach, jak również oliwka Palmer's pachnąca wprost jadalnie.
- z zapachów rozkochał mnie w sobie John Richmond Viva Rock edt - mnie przypomina Omnia Crystalline edt i nosiło mi się go bardzo przyjemnie, choć krótko.
Sporo tego, mogę być z siebie dumna, tylko już jakoś tęsknię za niektórymi kosmetykami.
Nie ma tego złego, do tych wyjątkowych wrócę, zabieram się też za kolejne kosmetyki z zapasów, może i tam jest jeszcze jakiś wyjątkowy skarb.
Oby nadchodzący 2016 rok był równie owocny, liczę że uporam się w nim z nadstanami i nawykiem kupowania na zapas.
Jak Wam poszło w grudniu? Znacie kosmetyki które zużyłam?
Grudniowe denko obfituje w puste opakowania, jest tutaj też kilku ulubieńców, z którymi z żalem się rozstawałam, ale wiem również że do części z pewnością wrócę, ale o tym już niżej w opisie.
Zapraszam więc do czytania.
- Oral-B 3D White Luxe. Sparkling Fresh. Lubię płyny Oral-B, ich smak nie jest zbyt ostry, ale nadal orzeźwiający. Kolejne opakowanie stoi w łazience, tylko w innym wariancie.
- Tetesept Schaumwelten. Schwerelos. Płyn do kąpieli o delikatnym zapachu. Daje dużą pianę i kolejne opakowanie już jest w łazience.
- Tetesept. Zeit fur Dich. Perełki do kąpieli Verwohmoment - ten zapach jest niesamowity. Będę polować, muszę zrobić spory zapas. Uwielbiam!
- Lierac. Gel Douche Sensoriel. Żel o niesamowitym zapachu 3 białych kwiatów. Ulubieniec wśród żeli, to jak on rozpieszcza trudno opisać słowami. I niech mi ktoś powie że to tylko żel, to powiem "Spróbuj, a nie pożałujesz!"
- Kneipp. Aromatyczne płyny do kąpieli. Na dobranoc - który jest moim faworytem, a to że barwi wodę na fioletowo dodatkowo podnosi jego noty, oraz Przytulna kąpiel z nutą Kardamonu i imbiru.
- Kneipp. Pielęgnujący olejek do kąpieli. Kwiat migdała Jedwabna skóra. Dodaję do kąpieli, gdy skóra pęka i piecze. Daje niesamowite ukojenie. Kolejne butelka już w łazience.
- Luksja CarePro Enrich. Dobry żel pod prysznic, ale ten wariant który gościł w poprzednim denku bardziej rozpieszczał zapachem, choć ten tez nie jest zły.
- Tutti Frutti. Kremowy peeling myjący. Karmel i cynamon. Bardzo przeciętny peeling, do tego męczył mnie zapachem.
- Isana żel do golenia. Zużytych opakowań dziesiątki.
- Nivea mleczko odżywcze, oraz Sally Hansen zmywacz - w zużywaniu pomagała również mama. Zmywacze Sally Hansen polubiła, dobrze bo ja przerzuciłam się na hybrydy, a zapas zrobiłam niemały.
- Tołpa. Batanic. Białe kwiaty. Orzeźwiający tonik-mgiełka 2w1
- Yasumi Delikatny tonik w sprayu - bardzo się z nim polubiłam, jego używanie przynosiło ukojenie skórze
- Yasumi. Maska na noc. Świetny kosmetyk do dłuższej kuracji, oraz dla podratowania stanu skóry doraźnie, raz na jakiś czas.
- Lierac. Hydra-Chrono Rich Nourishing Cream - ta seria Lierac zdecydowanie mi służy
- Colyfine - pomadka do ust, jedna z nielicznych w sztyfcie która się sprawdza.
- Vintage Body Oil. Argan Oil. Masło do ciała - nie, dziękuję!
- Evree Handcare. Odżywczo-ochronny krem do rąk i paznokci. Średni, nic szczególnego
- Seboravit wcierka - recenzja wkrótce.
- odżywka z farby Casting - świetna
- Phyto. Ekspresowe odżywki. Jedynie Volume zrobiła na mnie pozytywne wrażenie.
- Bioelixire ArganOil - serum z olejkiem arganowym do włosów. Bardzo je lubię i będę wracać, bo już mam nawet zapas.
- Biovax. Dwie saszetkowe maski, obie robiły dobrze moim włosom. Teraz mam ochotę na nową - bambusową.
- Jordan. Czyściki Micro, szału nie ma, niezbyt się sprawdzają.
- Laura Mercier.Stick Foundation. Kiedyś lubiłam, szczególnie za krycie i jasny kolor, ale potem poszedł w odstawkę i najwyższy czas się go pozbyć.
- Tami płatki i chusteczki nawilżane Dada, Venus do hig. int. - dobre, co tu dużo gadać.
- masa próbek kosmetyków, wśród których na uwagę zasługuje, balsam La Petit za zapach, jak również oliwka Palmer's pachnąca wprost jadalnie.
- z zapachów rozkochał mnie w sobie John Richmond Viva Rock edt - mnie przypomina Omnia Crystalline edt i nosiło mi się go bardzo przyjemnie, choć krótko.
Sporo tego, mogę być z siebie dumna, tylko już jakoś tęsknię za niektórymi kosmetykami.
Nie ma tego złego, do tych wyjątkowych wrócę, zabieram się też za kolejne kosmetyki z zapasów, może i tam jest jeszcze jakiś wyjątkowy skarb.
Oby nadchodzący 2016 rok był równie owocny, liczę że uporam się w nim z nadstanami i nawykiem kupowania na zapas.
Jak Wam poszło w grudniu? Znacie kosmetyki które zużyłam?
Subskrybuj:
Posty (Atom)



