piątek, 27 marca 2015

Peggy Sage. Cień do powiek Gris Mutin

Cienie gromadzę, kolekcjonuję, kupuję, ale i używam, dlatego też czuję się rozgrzeszona z ich liczby. Nie ma mowy o tym, by leżały zapomniane, niechciane, czy też kurzyły się rzucone w kąt.
Część z nich kupuję po przeczytaniu dobrych opinii, część z powodu niskiej ceny, a niektóre po prostu z ciekawości.

Marka Peggy Sage znana mi była ze słyszenia, nie miałam jednak okazji poznać ich oferty wcześniej. Kiedy jednak na Targach Beauty Forum w Warszawie zobaczyłam ich stoisko, nie mogłam odmówić sobie przyjrzenia się ich produktom.

Zdrowy rozsądek blokował niepotrzebne zakupy, jednak znalazłam tam kilka kosmetyków, których brakowało na mojej półce. Ceny były bardzo okazyjne, szczególnie w przypadku wkładów, nie mogłam więc przejść koło nich obojętnie.

Jednym z zakupów był cień pojedynczy w kolorze Gris Mutin.


Sam wkład jest duży, powiedziałabym nawet że ogromny. Zapewne ciężko mi będzie zużyć go w całości, choć muszę przyznać że ostatnio sięgam po niego tak często, że jest szansa na dno całkowite.

Cień wydawać by się mogło zwyczajny, ot ciemna szarość, grafit, ale to jak prezentuje się na oku sprawia, że mam ochotę nakładać ten cień każdego dnia.


Kolor jest perłowy, ale nie w sposób nachalny. Opalizuje, idealnie wkomponowując się w towarzyszące mu na powiece odcienie fioletu, czy też niebieskości i granaty. Z tymi kolorami współpracuje najlepiej i z takim najczęściej go łączę. Nie wykluczam jednak kolejnych kombinacji, myślę że cień ma potencjał, może butelkowa zieleń w jego towarzystwie, kto wie...

Cień nakładam na większą część ruchomej powieki z ogromną przyjemnością, dzięki temu że jest to odcień perłowy, oko nie wygląda płasko, nie ma mowy o smutnej i ponurej szarości.

Cień jest dobrze napigmentowany, a nałożony na bazę Lumene trzyma się cały dzień. Kolor jest widoczny zaraz po dotknięciu pędzlem powieki, dobrze się go aplikuje, rozprowadza i rozciera. Korzystnie wygląda również nakładany na dolną powiekę, wybieram go ostatnio zamiast klasycznej czerni.


Tutaj zrobione naprędce zdjęcia z użyciem tego cienia:





Jako że cień w postaci wkładu kosztował na Targach koło 15zł (tanio, jak za taką wielkość), to jeśli  tylko będę mieć jeszcze okazję, kupię co najmniej dwa kolejne kolory (blogi potrafią kusić, ale o tym to wie każdy z nas).


Marka Peggy Sage wywarła na mnie pozytywne wrażenie, relacja jakości do ceny zachęca do kolejnych zakupów. 

Minusem jest niestety kiepska dostępność, nie widziałam ich nigdzie stacjonarnie, poza Targami w Warszawie, nawet na LNE&Spa się nie pojawia, a szkoda, bo na tę imprezę mam zdecydowanie bliżej.

Znacie produkty tej firmy?

9 komentarzy:

  1. Widziałem je na targach ale miałem mało czasu by się tym cieniom przypatrzyć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba to nadrobić przy kolejnej okazji.

      Usuń
  2. Faktycznie na Twoich oczach wygląda świetnie :) Ich produkty znajdziesz w sklepie internetowym Ladymakeup ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za cynk, na jakimś dniu darmowej dostawy może się skuszę.

      Usuń
  3. ładnie wygląda i ma świetną pigmentację :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja sie nie czuje dobrze w takich odcieniach :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ładnie wygląda na powiece, chociaz kolor taki trochę nie mój. Ale nie musi być mój, ważne, ze Tobie z nim ładnie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale pięknie wygląda na powiekach. Ja mam ostatnio szarą fazę :-) Na targach nie udało mi się dotrzeć do stoiska PS. A jedyne miejsce, które kojarzę z ich kosmetykami zostało w Galerii Echo zamknięte.

    OdpowiedzUsuń